RSS
poniedziałek, 26 maja 2008
wszystkie mamy nasze sa

w poniedzialek, 26 maja, miedzy 17.30 a 18.30 na pasazu schillera malujemy laurki dla mam.

dla wszystkich mam.

dla Alicji Tysiac i Barbary Wojnarowskiej, zmuszonych do zostania matkami, a nastepnie wykletych slowem 'wyrodne';

dla Anety Krawczyk, o ktorej mowia, co z niej za matka;

dla matki dzieci 'potwora z Amstetten' i anonimowych matek-ofiar kazirodztwa;

dla matek dzieci z gwaltu, zmuszonych, by urodzic;

dla matek, ktorych konkubenci/mezowie zakatowali dzieci;

dla Oli i matek, rodzacych dzieci skazane na smierc, ktorym odmawia sie miana matki;

dla Anny K., ktora pozbawiono praw rodzicielskich, bo zyje w zwiazku z kobieta;

dla matek-lesbijek, zmuszonych do siedzenia w szafie;

dla matek, rodzacych po ludzku w schwedt, ktore teraz sciga nfz;

dla matek, rodzacych w polsce - po ludzku, jesli je stac;

dla matek, ktorym odmowiono badan prenatalnych;

dla matek, ktorych nie stac na wizyty u prywatnego ginekologa;

dla matek, ktore wpadly, bo nie wiedza nic o antykoncepcji;

dla matek dzieci z in vitro, ktore nie musialy czekac na refundacje, bo je stac i dla tych, ktore na owa refundacje czekaja, bo to jedyna szansa, by zostaly matkami;

dla nieletnich matek, ktorym szkola nie pomaga, a czasem wrecz wyrzuca;

dla matek zajmujacych pustostany;

dla matek, ktore musza wyprowadzic sie z mieszkania, bedacego wlasnoscia meza-sprawcy przemocy;

dla matek, ktorym miejsce w hostelu dla kobiet chroniacych sie przed przemoca przysluguje tylko kilka miesiecy;

dla matek, utrzymujacych mezow-niebieskie ptaki;

dla samotnych matek, ktore czekaja na przywrocenie funduszu alimentacyjnego;

dla samotnych matek, ktore nie moga wyegzekwowac alimentow;

dla samotnych matek, ktore zarabiaja za duzo, zeby w ogole sad zasadzil alimenty;

dla samotnych matek, oskarzanych o to, ze nie potrafia wychowac dzieci, a rozpad rodziny to ich wina;

dla matek, ktore zarabiaja o zlotowke za duzo, by dostac zasilek rodzinny;

dla matek, polujacych na promocje w tesko, bo inaczej nie beda w stanie wyzywic rodziny;

dla matek, pracujacych w tym tesko na kasie i traktowanych jak szmaty;

dla matek na urlopie wychowawczym, ktorym panstwo placi zalosna skladke emerytalna;

dla matek, ktorych skladki zus zgubil;

dla matek, ktorym zus odmowil macierzynskiego, oskarzajac, ze zatrudnily sie w ciazy, by swiadczenie wyludzic;

dla matek, zwalnianych po macierzynskim i tych, ktore nie zostaly matkami, bo nie stac je na utrate pracy;

dla matek, ktorym placi sie mniej niz mezczyznom, bo sa kobietami;

dla matek, ktore oskarza sie o narazanie pracodawcy na straty, bo biora zwolnienia na dzieci, ktorych nie chca brac ojcowie;

dla matek-doktorantek, ktore moga co najwyzej przedluzyc sobie studia doktoranckie urlopem macierzynskim;

dla matek dzieci doktorantow, ktorym nawet strzep tacierzynskiego nie przysluguje;

dla matek-wdow, ktorym renta po mezu przysluguje do okreslonego wieku dziecka;

dla matek, noszacych wozki po schodach i wozacych je pociagiem;

dla matek dzieci niepelnosprawnych, takze tych, ktore zostawili ojcowie ich dzieci;

dla matek, co wyjechaly do pracy zagranica, dzieci zostawiajac w kraju;

...

i dla wszystkich innych matek. najlepsze zyczenia z okazji Waszego swieta!

03:14, goffythedog
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 maja 2008
appendix do hasla macierzynstwo

'/.../ To niemożliwe, jestem w ciąży?! Poznała go w gimnazjum. Był jej pierwszą miłością, stali się nierozłączni. Poszli do tego samego liceum, do klasy biologiczno-chemicznej. - Chcieliśmy skończyć medycynę, a potem wyjeżdżać na misje i ratować świat - wspomina. W drugim semestrze klasy maturalnej okazało się, że jest w ciąży. Właściwie to wcale się z Piotrkiem nie zmartwili, no może trochę bali się rodziców. Babcia Oli: - Każdy by się zdenerwował. Nie skończyli szkoły, bez pracy, mieszkania. Ale takie rzeczy zdarzają się nawet w najlepszych rodzinach. Narada rodzinna, szybki ślub. Teściowie Oli mają duży dom, więc młodzi zamieszkali u nich. Plan był prosty: matura, studia, rodzice pomogą wychować dziecko. /.../

Od początku było coś nie tak. Czuła się fatalnie, wymiotowała, bardzo schudła. Miała wrażenie, jakby jej organizm chciał się pozbyć tej ciąży. Dostała skierowanie na USG, poszła z Piotrem. Doktor w pewnej chwili jakby się przestraszył. - Coś nie tak? - spytał Piotr. Usłyszeli, że obraz jest niewyraźny, będą potrzebne dodatkowe badania. Ola zaczęła płakać. Dopiero kiedy poznała wyniki badań prenatalnych, wszystko stało się jasne. - Chyba wolałabym nie wiedzieć - mówi teraz. Dziecko było z wadą wrodzoną, tak zwaną anencefalią. Nie miało mózgu i praktycznie żadnych szans na samodzielne życie po narodzeniu.

Lekarze namawiali Olę na szybką aborcję. W Polsce w takich przypadkach przerywanie ciąży jest dopuszczalne. Ale ona nie chciała. - Nie mogłam, nie potrafiłabym. Może zbyt dobrze pamiętałam film o skrobankach, który pokazała na religii w liceum katechetka? To była masakra, wyrywanie rączek, nóżek - mówi. Babcia: - Zapytała, co ma robić. Powiedziałam, żeby nic nie robiła i zaufała Bogu. On wie, co dla niej najwłaściwsze, i dopomoże, jeśli potrzeba. Za namową babci poszła po poradę do proboszcza. Znał dobrze Olę, co niedziela przychodziła z rodzicami na mszę, od lat śpiewała w parafialnym chórze. Nakrzyczał na nią, że w ogóle pomyślała o pozbyciu się ciąży. - Życie poczęte to świętość.

Chcesz być mordercą własnego dziecka? Twoi rodzice mają ciężki grzech, jeśli cię do tego namawiają - powiedział. Rzeczywiście rodzice po konsultacjach z lekarzami doszli do wniosku, że przerwanie ciąży w tej sytuacji to mniejsze zło. - A jeśli ono jest zdrowe i wszyscy się mylą? Naprawdę chcecie, żebym poszła do piekła? - spytała Olga. Zabrakło im argumentów. Nie poszła na zabieg. - A co na to twój mąż? - On był tak przerażony, że nie potrafił o niczym zadecydować.

Babcia: - Cieszyłam się, ale głupia byłam i tyle. Teraz zięć ma do mnie pretensje, że to wszystko moja wina, że to ja Olę namówiłam. Córka mnie broni, ciągle się kłócą. Nic już nie jest takie jak dawniej! Gdy ginekolog dowiedział się o jej decyzji, wpadł w furię. - To roślina, jak można hodować coś takiego? Jesteś nieodpowiedzialna, to nie jest przecież człowiek! - nie chciał z nią nawet rozmawiać. Przeniosła się do prywatnego gabinetu, a potem w ogóle przestała chodzić do lekarza, bo i po co? /.../

- Po prostu brzydzili się mojego brzucha! Nieraz o mnie rozmawiali. Teść mówił, że urodzę niedorozwiniętego potworka i nawet nie obchodziło go, że to słyszę! Zbliżała się matura, a Ola obsesyjnie myślała o dziecku. Piotrek zdał, ona oblała. - Teraz wiadomo, po kim to dziecko nie ma mózgu - dopiekła jej teściowa. Kiedy Ola usłyszała jeszcze, że Piotr zmarnuje sobie przez nią życie, spakowała się i wróciła do rodziców. Piotrek przeniósł się razem z nią. /.../

- Nie wiadomo, kto rozpuszczał plotki. Może matka Piotra, bo nie mogła przeżyć, że zamieszkał razem ze mną, a może ktoś całkiem inny. Ludzie mówili, że mam AIDS, umieram na raka albo że jesteśmy z Piotrem satanistami. To chyba dlatego, że on lubił nosić czarne ubrania! Jeszcze, że urodzę martwe dziecko, ale to akurat niemal prawda - mówi Ola. /.../

Im większy stawał się jej brzuch, tym Piotr był bardziej odległy. Przestał się odzywać, prawie ze sobą nie rozmawiali. Nie przytulał jej jak dawniej, nie pocieszał. Kiedyś przyniósł artykuł o śmierci mózgowej. Powiedział, że ta ciąża nie ma sensu, jeśli płód jest bez mózgu. Przepłakała całą noc. W końcu stwierdził, że to go przerasta. Spakował się i uciekł do brata do Londynu. Babcia: - Ola zakazała wspominać o Piotrze. Drań zostawił ją! Zięć dowiedział się, że Piotrek znalazł tam sobie kogoś. Nie przyjechał nawet, kiedy Oleńka rodziła. Dzwonił, ale teraz to ona nie chce z nim rozmawiać.

Ola szukała pocieszenia w kościele. Myślała, że jeśli się wyspowiada, to będzie jej lżej. Dowiedziała się, że sama jest sobie winna: po co zadawała się z chłopakiem przed ślubem? I jeszcze, że powinna błagać o miłosierdzie boże. Klęczała więc przed ołtarzem i płakała. Wtedy jakaś stara kobieta wyprowadziła ją z kościoła i zostawiła samą za drzwiami. - Poczułam się tak, jakby ktoś mnie rozdeptał - mówi dziś Ola. /.../

Wjeżdżała windą na ostatnie piętro wieżowca i zastanawiała się, czy skoczyć. Zawsze jakoś brakowało jej odwagi. /.../

Do końca liczyła na cud. Pamięta wszystko jak przez mgłę. Dostała coś na uspokojenie, bo wpadła w histerię i krzyczała. Tak bardzo chciała przytulić synka. Chciała podciąć sobie żyły. Zobaczyła ją salowa, narobiła krzyku.

Od tej chwili pomaga jej psychoterapeuta, a babcia chodzi za nią krok w krok. Babcia: - Niektórzy chcieliby, żeby kobiety rodziły takie dzieci. Wnuczka sama chciała, ale byłoby jeszcze gorzej, gdyby ktoś ją zmusił. To przecież nieludzkie, wystarczy popatrzeć na Olę. Poprosiła rodziców, żeby zrobili mu normalny pogrzeb, z księdzem. Kapłan z jej parafii długo zastanawiał się, czy dziecko bez mózgu mogło mieć w ogóle duszę. Może to ciało, istotka, a nie prawdziwy człowiek? Znaleźli innego duchownego, ten przynajmniej nie robił problemów. Jasia pochowali w rodzinnym grobie.'

calosc tu: http://wyborcza.pl/1,88975,5214825,Dziecko_Oli.html

***

a tu komentarz: http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=447

nic dodac. niestety. 

14:46, goffythedog
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 maja 2008
matki dwie polki

dziewczynki w polskiej wersji komedii romatycznej tresuje sie do malzenstwa i macierzynstwa; zatem o macierzynstwie wypisy z gazeta.pl. z wtorku, oba wroclaw:

'Trzypiętrowa kamienica w Kamiennej Górze. To stąd, z mieszkania na pierwszym piętrze, policjanci zabrali w niedzielę 29-letniego Mariusza V. podejrzanego o skatowanie trzyipółletniego dziecka swojej konkubiny. Mamę dziecka, Iwonę K., też zatrzymano. Tuż po tym, jak ze zmasakrowanym chłopcem przyszła do szpitala. Dziecko miało krwiaki, zadrapania, siniaki i - jak się okazało później - poważne obrażenia głowy i narządów wewnętrznych. Lekarze stwierdzili, że zmarło co najmniej półtorej godziny wcześniej.

Wczoraj Mariusz i Iwona zostali doprowadzeni do prokuratury. Dostali zarzuty, oboje takie same.'

reszta np. tu: http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,5228195.html

i na druga nozke:

'Na początku czerwca wrocławski sąd zdecyduje, czy czteroletnia Marysia będzie mogła mieszkać ze swoją matką lesbijką. Na razie jest u babci, która nie chce jej oddać, bo nie toleruje tego, że jej córka mieszka z partnerką.

Wczoraj zakończył się proces w sprawie ograniczenia praw rodzicielskich Annie K. i wyznaczenia jej matki jako rodziny zastępczej dla Marysi. Jako precedensowy monitoruje go Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

23-letnia Anna K. mieszka we Wrocławiu. Marysię urodziła jako 19-latka i wychowywała bez ojca, który nie interesował się dzieckiem. Dwa lata temu została zgwałcona i znów zaszła w ciążę, ale poroniła. Przeszła jednak załamanie nerwowe. Zostawiła więc córkę pod opieką swojej matki w jednym z miast Wielkopolski. Marysię odwiedzała jednak regularnie, a gdy wyzdrowiała, postanowiła zabrać córkę do Wrocławia. Wtedy na wniosek babci Marysi sąd umieścił dziecko w rodzinie zastępczej, czyli właśnie u niej. Swój wniosek matka Anny K. uzasadniała złym towarzystwem, w jakim przebywa jej córka. Twierdziła, że bierze ona narkotyki, a nawet sugerowała, że razem z partnerką wykorzystują dziewczynkę seksualnie.'

reszta np. tu: http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,5227986.html

spojrzalam tez dzis na strone dziennik.pl; tam sporo miejsca poswiecono mamie bartusia, wiemy juz np. ze konkubenta poznala w agencji towarzyskiej, gdzie pracowala jako prostytutka; mozna znalezc tez od metra linkow do wstrzasajach historii matek, ktore zbily, zabily, lub po prostu pozwolily. albo urodzily pijane dzieci. pytania o przyczyne - brak. pytania, jak mozna bylo zapobiec - brak. tylko te straszne matki. czasem z jakim strasznym konkubentem, jakby mniej monstrualizowanym z reguly.

zestaw jest strasznie banalny, w jakims sensie surrealistycznie przypadkowy - ot, tak wyszlo, z worka strasznych historii na ludu pouczenie akurat te dwie wypadly. ziggi by to wytlumaczyl.

01:27, goffythedog
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 maja 2008
na marginesie...

... ale tylko niejako, cyklu o tresurze i komediach romantycznych, guzik chce sie podzielic wrazeniami z tzw. powaznej konferencji naukowej. powaznej, bo juz zadna tam studencka albo doktorancka, tylko pelna geba spotkanie akademickiej nauki polskiej upersonifikowanej w calej zgrai magistrow i doktorow oraz kilku profesorow tez. konferencja nie odstaje, zapewne - wnioskuje ze znanych mi relacji - od polskiej sredniej; na swoje usprawiedliwienie mam co najwyzej tyle, ze to moj debiut, wiec wrazenia sa zupelnie swiezutkie.

byl guzik na konferencji. z referatem. jak sie okazalo, zle zalozyl, ze chodzi o dyskusje nad tezami referatu - chodzi o to, zeby z wylizanym tekstem zmiescic sie w dwudziestu minutach. pozniej jest oczywiscie dyskusja, oczywiscie za krotka i oczywiscie urywana w najciekawszych momentach, bo czas sie konczy, a jest jeszcze jakis referat do ocenienia. oczywiscie, pozostaja kuluary.

w ktorych to kuluarach pozostaje udowadnianie, ze nie jest sie wielbladzica, ignorowanie zlosliwostek lub zapracowanie na dozywotni tytul feministki pozbawionej poczucia humoru. obawiam sie, ze mimo iz staralam sie laczyc pierwsze z drugim, trzeciego dorobilam sie mimochodem, ale kurwa mac, mnie naprawde nie smiesza seksistowskie dowcipy, opowiadane z przymruzeniem oka, ze niby teraz to nie wypada. no wiec nie wypada, i zupelnie nie niby. bo, rzecz jasna, feministyczny referat wzbudzil tak intensywne emocje, ze do konca konferencji tu i owdzie nalewano sie z niego i ze mnie przy okazji, mniej lub bardziej prostacko. kiedy tylko pojawiala sie jakas okazja do przytyku - przytyk byl. a jakie smieszne one byly, ohoho. gdyby jeszcze szacowni nalewacze byli w stanie strescic referacik, to bym jakos to lyknela, ze to takie jaja w gronie samych swoich - ale obawiam sie - wnioskuje po pytaniach i kuluarowych dyskusjach z ideologia w roli cepa numer jeden - ze jednak poprawne streszczenie byloby tu pewnym problemem. ot, zabawne to strasznie, taka feministka.

drugie zas, co mnie uderzylo, to scisla hierarchicznosc. dyskusje w wiekszosci odbywaly sie w gronie profesorskim - adiunkci dyskretnie milczeli, a adiunktki jeszcze bardziej. za malo sie do glosu rwalam, mi powiedziano, za nisko podnosilam lapeczke. jak na enfant terrible przystalo, troche sie na to wszystko obrazilam i postanowilam nie klapac;  bo co to za dyskusja, w ktorej trzeba albo byc profesorem, albo adiunktem wysoko podnoszacym reke?!

radykalny i bojowy wniosek jest jeden - nienawidze konferencji!! - tylko konsekwencje trudno bedzie wyciagnac, bo samymi feministycznymi/genderowymi konferencjami guzik nie wyzyje. no ale z drugiej strony, guzikowa odpornosc na szopy jest dosc niewielka, i w koncu wyglosi jakis niestosowny komentarz jakiemus panu profesorowi prosto w nos. i bedzie fopa. a znowu, jak na to nie patrzec, juz samo to, ze istnieje, jest powaznym nietaktem, wiec moze nalezy pomyslec o przekwalifikowaniu sie. albo zagranicznych konferencjach.

ludzie, pocieszta. 

18:17, goffythedog
Link Komentarze (6) »
piątek, 16 maja 2008
jak tresuje sie dziewczynki /2/

czesc druga guzikowych zwierzen bedzie zgodnie z zapowiedzia o udomowieniu. nasze bohaterki bowiem, kobiety pracujace, co zadnej pracy sie nie boja, przebojowe i nowoczesne, pracuja, robia kariere, lub chociaz staraja sie o prace. ta??

tu nastapi krotki przeglad siwi: judyta odpisuje na listy do redakcji czasopisma kobiecego. udziela instrukcji, jak uratowac zwiazek, wywabic plame, wypruc haft angielski. pracuje w domu, w redakcji bywa tylko czasami, a to wyslac/odebrac mejla, a to posluchac propozycji niekoniecznie zawodowych naczelnego. po rozwodzie przenosi sie na wies, do slicznego goralskiego domku z ogrodkiem - mimo iz deklaruje, ze wsi nie lubi i nie chce mieszkac tam, dokad nie ma jak dojechac, a i telefonu /i internetu/ brak, skowronki i sliczny widoczek tak dzialaja na jej - kobieca - wrazliwosc, ze decyduje sie kupic ziemie i postawic dom. 

julia jest architektka. mogloby sie wydawac, ze to jakies przekroczenie rzeczonego udomowienia, nie liczmy jednak na tak smiala liberalizacje. julia nie liczy skomplikowanych szlaczkow ani nie kresli precyzyjnych planow - julia mianowicie zajmuje sie projektowaniem ukwiecenia grandhotelu. znow powielana do znudzenia kalka: naturalne kobiece predyspozycje do urzadzania domu, smak, wrazliwosc, te kwestie. 

i gosia. gosia pochodzi ze wsi - co od razu podkresla jej zwiazek z natura, ktory judyta musi dopiero odzyskac. do wielkiego miasta wyjezdza na studia, ale, jak pamietamy, nie najlepiej jej poszukiwanie pracy wychodzi. studiuje, oczywiscie, w akademii sztuk pieknych. przygotowuje projekt reklamy, oczywiscie, perfum. kalka spiera sie coraz bardziej: zwiazek z natura i smak artystyczny. gosia przy tym dba o dom i o to, by bylo co do garnka wlozyc - to jej zalezy na pracy w cateringu /bo jest/, to ona jest gotowa sprzatac u lowelasa dawida. umiejetnosc podawania jedzenia nie sprowadza sie do rozwozenia go skuterkiem - nad jeziorem, w polowych warunkach, podaje posilek z ryb, ktore zlowil i rzucil na ruszt janek, dbajac nie tylko o estetyke, stosowne kieliszki, ale tez o dekoracje. nie znacie dnia ani godziny, wiec uczcie sie dziewczyny wszelkich domowych prac.

bohaterki nie sa informatyczkami, ekonomistkami, nawet architektkami od przesuwania scian nie sa. do pracy, w zasadzie, wybieraja sie poznac mezczyzne swojego zycia - w zwiazku z tym musza zareklamowac sie umiejetnoscia prowadzenia domu. i to, bez watpienia, w pracy robia znakomicie. bo swiat profesjonalny to dzungla, w ktorej oprocz strasznych mezczyzn sa nawet straszniejsze kobiety. ale o tym nastepnym razem.

00:22, goffythedog
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 maja 2008
jak tresuje sie dziewczynki /1/

dzis czesc pierwsza guzikowych zwierzen. od kilku dni namietnie ogladam z przyczyn zawodowych polskie komedie romantyczne. same rozumiecie, potrzeba zwierzen narasta. bedzie w odcinkach. haslo na dzis: wierze anecie krawczyk.

wybuch seksafery, oprocz oczywistego zniesmaczenia, przyniosl takze niejaka konfuzje: oto okazalo sie, ze wcale liczne grono i mezczyzn i kobiet w czambul potepia anete krawczyk;. bo honor, bo prawdziwa kobiecosc, bo trele morele. stanislaw l. oraz inne dobre chlopy, co jeszcze moga, jakos sie uchowali przed powszechna krytyka. bo przeciez nie wiadomo, jak bylo, poza tym, sama chciala, no przeciez porzadna kobieta, co sie szanuje i tak dalej.

watpliwosc staje sie jakby mniej watpliwa, kiedy skonfrontuje sie sciek wyartykulowany pod adresem krawczyk z guzika ulubionymi komediami romantycznymi. takie 'nigdy w zyciu!' i 'dlaczego nie' - w obu tych filmach bohaterki znajduja swego ksiecia z bajki w pracy, obecnej badz wymarzonej. i w obu wypadkach praca zawodowa lub jej poszukiwanie zwiazane sa z koniecznoscia obrony przed molestowaniem. naczelny sklada judycie /'nigdy w zyciu!'/ niedwuznaczne propozycje, ta jednak z godnoscia odmawia. w pewnym momencie, w rozmowie z przyjaciolka, wymienia nawet naczelnego jako potencjalnego kandydata do umowienia sie na randke. ot, zaklad pracy to najlepsze miejsce na znalezienie ksiecia. zreszta, tam tez judyta ukochanego znajduje, tyle, ze to kolega z marketingu, a nie namolny i cokolwiek oblesny szef.

gosia /'dlaczego nie'/ natomiast zaraz po skonczeniu asp rozpoczyna poznawanie mrocznego i czyhajacego na niewinne niczym lelija dziewcze swiata. swiata, w ktorym kariera jest mozliwa wylacznie przez lozko. z piotrkiem, nienadajacym sie na ksiecia z bajki, bo poznanym nie w tej kolejnosci, co tatus przykazal, zrywa, gdyz chlopak daje sie uwiesc szefowej z firmy cateringowej, dzieki czemu zreszta awansuje. wczesniej dziwi sie, kiedy gosia opowiada mu, oburzona, o 'zalotach' dawida, ktorego zreszta mylnie bierze za prezesa agencji, w ktorej ubiega sie o prace. dawid, wedle oficjalnego opisu filmu, 'rasowy uwodziciel' latwo za wygrana nie daje, ale oczywiscie cnotliwa i upita panaprezesowa whisky /bo cnotliwe panienki przeciez nie pija alkoholu, wiec latwo przesadzaja/ gosia ucieka mu, wprost do samochodu janka, czyli prezesa, ktorego bierze za ochroniarza. zakochuje sie we wlasciwym prezesie, ktory z kopciuszka z prowincji czyni kobiete, ale i jemu ucieka na wies, do rodzicow, bo wychodzi na jaw, ze renata, kochanka janka i wspolpracownica z agencji reklamowej, ukradla jej projekt. na wsi jednak odnajduje ja ksiaze z bajki, i wszystko konczy sie szczesliwie.

o przyszlej pracy gosi nic nie wiadomo; nie jest to wszakze istotne, praca byla jej co najwyzej potrzebna - jak julii z 'tylko mnie kochaj' - do znalezienia milosci. zatem nie ma walki o swoje, nie ma trzasniecia dobierajacego sie palanta w pysk, nie ma sadow - jest co najwyzej ucieczka w domowe pielesze, w ktorych ci wstretni uwodziciele, czyhajacy na cnote naszych bohaterek, nie maja wstepu.

no to co maja powiedziec anecie krawczyk wielbicielki komedii romantycznych? przeciez, widzialy na filmie, molestowanie seksualne w pracy nie istnieje, bo albo kobieta zgadza sie na jakies-tam formy adoracji, albo zawsze moze zrezygnowac i wrocic do domu, gdzie zreszta - wedle polskich komedii romantycznych - jej miejsce. ale o kobiecie udomowionej bedzie przy innej okazji.

23:29, goffythedog
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 maja 2008
przygoda czlowieka poczciwego

a tam*:

Na pewno będzie dziura w niebie
Precz z chodzeniem tyłem
My wszyscy chodzimy przodem

* na przyklad tu: http://www.youtube.com/watch?v=49Vjr1waHM0

21:06, goffythedog
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 maja 2008
i ty mozesz zostac ekspertem!

...musisz tylko sobie wymajstowac czworke dzieci.

ale od poczatku. z rana, goscinnie u rodzicow, spojrzalam na telewizornie, a tam w tefauen-dwadziescia-cztery jakas dobrze ulozona pani o dzieciach rozprawia. a scislej - o karceniu dzieci. pasem. gadka pod haslem dzien sprzeciwu wobec bicia dzieci czy jakos tak.

w ten sposob dowiedzialam sie, ze lac mozna, tylko miarkowac trzeba, czy sie nie przesadza. i ze lac mozna tak do konca podstawowki, bo pozniej to tak nie wypada, bo to juz rozmowy o zwiazkach damsko-meskich sie toczy. ciekawe, czy jakby dziecko chcialo rozmawiac o zwiazkach nie-damsko-meskich, to by pasem mimo wieku oberwalo. bo uwaga, lac tez trzeba doroslych, jak sa chamscy. pani zwierzyla sie rowniez, jak to kiedys przesadzila z karceniem swojej corki - ktora to corka zapomniala nakarmic psa - przylala jej pasem i nie dala kolacji. trzeba bylo cos wybrac, taki moral pani do glowy przyszedl. pani eksloatowana byla tez, wraz z innymi ciekawymi postaciami, w programie wieczornym, kiedy to wydobyla z siebie mysl, ze przeciez dziecku dwu- czy trzyletniemu nie wyjasni sie, ze gorace jest gorace i nalezy klapsem traktowac, zeby zapamietalo; takie zwierzece bodzce. 

tak by sie chcialo spytac, czy przypadkiem nie nalezalo z corka porozmawiac i dac zrec psu albo zamiast lac, pilnowac tego dwulatka, ktory jest dzieckiem, a nie zwierzeciem do tresowania metoda pawlowa dla wygody mamusi. ale i tak bardziej interesuje mnie, czemu tak koniecznie do rozmowy o biciu dzieci zaprasza sie, jako rownoprawnych dyskutantow, zwolennikow 'karcenia klapsem'; czemu wbrew elementarnej wiedzy psychologicznej poddaje sie w watpliwosc szkodliwosc tych 'metod wychowawczych'; czemu daje sie tube ludziom, widzacym w dziecku przedmiot lub bezrozumne zwierzatko. i czemu ta pani w ogole zostala zaproszona do rozmowy o wychowywaniu dzieci, skoro jej jedyna zasluga jest - wedle notki, ktora zaserwowalo tefauen-dwadziescia-cztery - urodzenie /i napierdalanie pasem/ czworki dzieci?!

01:18, goffythedog
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 kwietnia 2008
dzien milczenia

guzik z natury jest gadatliwy /to jest eufemizm/, ale dzis poszedl sobie pomilczec, publicznie. i tak sobie stalam z zaklejonym dziobem, razem z kulkudziesiecioma osobami, ktore tez przyszly pomilczec w intencji stop homofobii. 

wiec sobie milczalam. milczelismy. trzymalismy sie za rece. i szpecilismy piekny fragment pasazu szilera, szilera, ktory tez milczal.

nie milczeli za to koledzy z pewnej organizacji, ktorej nazwy nie wypada wymieniac. mordy powykrecane nienawiscia, kibiolskie zaspiewy i homofobiczne hasla. to chyba sa nasi fani jacys, na manifie tez byli, tez darli ryje, tez mieli klawa tube i tez byli glosniejsi.

policja nie miala powodow do interwencji.

wiec my stalismy, milczelismy, a oni sie darli. moze powinnam dodac: na szczescie nie lataly kamienie. 

bylo zwyczajnie. my - milczymy. oni - wrzeszcza.

dozo za rok.

02:16, goffythedog
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 marca 2008
lodz solidarna z tybetem

Jutro, 21 marca, odbędzie się pokojowa manifestacja solidarności z Tybetem: 18.00, Pasaż Schillera, równocześnie z demonstracją pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Domagamy się zaprzestania przemocy. Domagamy się, aby władze Polski głośno wezwały Chiny do przerwania obecnej fali przemocy w Tybecie oraz do przestrzegania praw człowieka w całych Chinach. Wzywamy tych z polskich sportowców, którzy zdecydują się wystąpić w Pekinie, aby zaakcentowali swoją solidarność z Tybetańczykami i brutalne gwałcenie zasad olimpijskich przez tegorocznego organizatora igrzysk. Podczas demonstracji będziemy zbierać podpisy pod Pilną Akcją Amnesty International z żądaniem uwolnienia mnichów zatrzymanych po pokojowych demonstracjach w Lhasie 10 marca, którzy są narażeni na tortury i złe traktowanie. Prosimy o przynoszenie świec/zniczy oraz pomarańczowych wstążek lub elementów stroju. Manifestacja nie jest zwoływana przez żadną organizację. Jesteśmy grupą ludzi, którzy nie są w stanie dłużej patrzeć biernie na tragedię Tybetu. Zgromadzenie nie jest zarejestrowane. Mamy nadzieję, że odpowiednie służby zrezygnują z wystawiania mandatów.

00:09, goffythedog
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12