RSS
sobota, 21 lipca 2007
do czego można wykorzystać test ciążowy

dziś będzie o tym, jak się dowcipnie w czwartej rzeczpospolitej wydaje pieniążki uczciwych obywatelek i obywateli, którzy w naiwności płacą składki zusowi. i myślą, na przykład, że dostaną emeryturę. a guzik, dostają kieszonkowe. myślą, że jak w ciąży znajdą pracę i będą uczciwie pracować, to zus im wypłaci chorobowe, a później macierzyńskie.

dwie panie z 'gazety wyborczej' opisują proceder zwany chowaniem nienarodzonych. ani razu nie używają poprawnych określeń, jak embrion czy płód, są dzieci i maleństwa oraz ich ciałka. żeby uzmysłowić skalę szajby, warto pochylić się nad spostrzeżeniami lekarzy, co ciekawe, tylko w części anonimowymi. wcześniej wszakże guzik chciałby zwrócic uwagę na arcycudowne zdanie pań dziennikarek, poprzedzające cytat z anonimowego lekarza: 'Póki nie zmieniły się przepisy, pomysl grzebania tak maleńkiego dziecka wydawał się fanaberią'. to teraz czytamy już opis owej maleńkości naszego dzieciątka: 'Pamietam, jak kiedyś nasza pacjentka poroniła w ósmym tygodniu ciąży i domagala sie wydania ciala dziecka. A to były po prostu centymetrowe wyskrobiny z macicy. Mieliśmy wątpliwości, czy można traktować je jak zwłoki - wspomina swoje rozterki ordynator oddziału ginekologii i położnictwa w szpitalu specjalistycznym na Pomorzu. Teraz lekarze mówia inaczej. - Ostatnio pacjentka przyszła po szczątki, choć ciąża była tak wczesna, że nie bylo jeszcze wykształconego zarodka. Wydaliśmy jej po prostu tkankę kosmówkową - mówi Andrzej Polaszewski, ordynator ginekologii w poznańskim szpitalu wojewódzkim'.

można pochować 'dzieciątko' poronione już w trzecim tygodniu. 'dzieciątka' czasami są tak maleńkie, że nie wiadomo jeszcze, jakiej byłyby płci. wtedy rodzice sobie wybierają, co wpisać do aktu urodzenia i aktu zgonu. lekarze wożą się z wydawaniem zwłok i miesiąc, jak było w przypadku naszej bohaterki kasi, której mąż nie chciał grzebać 'dzieciątka' narodzonego inaczej w jedenastym tygodniu. więc lekarze z szacunkiem należnym zwłokom kitrali tę resztkę w majestacie prawa. przepraszam, czy przechowywanie zwłok nie kosztuje? czy nie lepiej, aby szpital wydał te pieniądze na co innego?

ale i tak szpital ma szczęście, jak się doczeka. pan z warszawy wyjaśnia, co dzieje się, gdy nieszczęśliwy tatuś nie wyrazi zgody: 'Zdarza się, że kobiety w szpitalu decydują się na pogrzeb, załatwiają formalności, ale potem nie chcą odebrać zwłok. Wówczas prosimy, by podpisały oświadczenie i na jego podstawie sami załatwiamy formalności w urzędach i chowamy dziecko'. lekarze są od leczenia narodzonych i żywych? gdzie tam, lekarze są od grzebania tkanki kosmówkowej.

'dzieciątka' chowa się z potrzeby pożegnania się ze zmarłym-nienarodzonym. pani szefowa psychologów pomagającym kobietom, które poroniły, mówi, że w polsce nie ma kultury żegnania nienarodzonych. przecudna to konstrukcja, no po prostu bombowa, pani doktor musi lubić 'niemy krzyk'. zakładam, że etat dla pani psycholożki kosztuje, przypominam, że w polsce nie w każdej szkole jest etat dla psychologa/pedagoga - bo państwa na to nie stać. rozumiem, że poronienie może być tragedią i że kobiety potrzebują wsparcia. może po prostu w ramach profilaktyki nie puszczać po szkołach 'niemego krzyku' i nie wariować z tymi 'dzieciątkami' narodzonymi inaczej? ale to trudo osiągnąć, skoro pani psycholożka, po frazesach o tym, jak to ludzie boją się pogrzebów nienarodzonych, głosi głęboką myśl socjologiczną: 'W naszym społeczeństwie kobieta, która roni, nie jest postrzegana jako matka cierpiąca po stracie dziecka'. ja pewną różnicę dostrzegam, no ale nie jestem psycholożką robiącą karierę na redefiniowaniu słów.

kasia zwierza się, jak to często sobie chodzi na grób jasia, a jej córka dała braciszkowi aniołka. piękne to zaiste i wzruszające. proponowałabym kasi robienie se często testów ciążowych, bo jak poroni kiedy w trzecim tygodniu, to może nawet tego nie zauważyć, i zosia nie będzie wiedziala, ile ma sióstr a ilu braci. są jednak kobiety, które nie wpadły odpowiednio wcześnie na pomysł ze stawianiem nagrobków embrionom i płodom. zawsze mogą jednak na te pomysł wpaść po kremacji szczątków. co wtedy się dzieje wyjaśnia pani psycholożka: 'Znam kobietę, która za późno poczuła, że chce pochować swoje dziecko. Ostatecznie pochowała test ciążowy'. pani psycholożka nie wyjaśnia, czy pogrzeb odbył się z udziałem księdza, a szkoda.

a teraz pointa: wedle nowych przepisów po poronieniu przysługuje 8 tygodni macierzyńskiego, o ile szpital wystawi odpowiednie zaświadczenie. na razie nie każdy wystawia takie zaświadczenie, niektóre upierają się, że dziecko ma się urodzić żywe i trafić do inkubatora. ale zasilek pogrzebowy to chyba przysluguje, skoro potrzebny jest akt zgonu, a tego wymaga zus? 

pragnę przypomnieć, że minister religa właśnie podpisał decyzję o likwidacji instytutu centrum zdrowia matki polki, placówki wyspecjalizowanej w diagnostyce prenatalnej tudzież wszelkich patologiach ciąży. czmp było zadłużone, a jak wiemy, państwa polskiego nie stać na finansowanie wszystkich szpitali i fanaberii pacjentek. takich jak chociażby rzetelna diagnoza czy operacja kardiologiczna ratująca życie noworodka.

dzieło 'poroniłam. pochowaliśmy':

http://www.gazetawyborcza.pl/1,82709,4327090.html

czwartek, 19 lipca 2007
korepetycje z cyklu 'jak zostać hieną roku'

zaglądam na stronę dowcipnej gazetki 'dziennik'. dowcipna gazetka pisze o koleżce, co przeżył, bo go posłali do olsztyna, nie do warszawki, w której nie chcieli go przyjąć.

zacznijmy od początku, czyli od tytułu. dramatycznego tytułu: 'pacjent umierał, bo lekarze strajkowali'. dalej jest o tym, że dzielna pani lekarka z olsztyna wydzwaniała do szpitali warszawskich z neurochirurgią, po kolei. do wielu się nie dodzwoniła, więc trochę nie wiadomo, czy dlatego, że strajkowali, czy może dlatego, że wprost przeciwnie, pracowali. może zresztą strajkowali pracując, jak robi większość.

i czytamy: 'Zaczęła od Centralnego Szpitala Klinicznego Akademii Medycznej przy ul. Banacha. Po kilkunastu nieudanych próbach połączenia się z lekarzem dyżurnym telefon odebrała w końcu pielęgniarka i poinformowała dr Wiśniewską, że z powodu strajku nikogo nie ma i nikogo nie przyjmują na oddział. Wczoraj dyżurny neurochirurg ze szpitala przy ul. Banacha, dr Krzysztof Bojanowski, dementował te informacje. Powiedział, że pomimo strajku klinika przeprowadza zabiegi ratujące życie, a odmowa przyjęcia pacjenta mogła być spowodowana dużym obłożeniem pracą. "Mogło się tak zdarzyć, że wszystkie sale operacyjne były zajęte" - mówi dr Bojanowski.' czyli póki co - czeski film. ale twardo czytamy dalej, żeby dowiedzieć się, jakie to strajkujące konowały chciały koleżkę uśmiercić.

'Ale i szpitale mundurowe: MSWiA przy ul. Wołoskiej i Centralny Szpital Kliniczny Wojskowej Akademii Medycznej przy ul. Szaserów, którym nie wolno strajkować, nie chciały dr Wiśniewskiej pomóc. "W jednym usłyszałam, że jest komplet pacjentów i nie ma miejsc, a w drugim, że sprzęt jest, ale nie ma warunków do przeprowadzenia operacji" - opowiada lekarka. "W tej chwili rzeczywiście przeprowadzenie takiej operacji jest u nas niemożliwe. Mamy remont oddziału. Pełnimy jedynie funkcję wsparcia szpitalnego oddziału ratunkowego" - tłumaczy prof. Wojciech Maksymowicz, dyrektor Kliniki Neurochirurgii w Szpitalu MSWiA.'

wszystkimi trzema dyrektorami ma się zająć prokurator. chciałabym wszakże się dowiedzieć, czy maksymalne wykorzystanie sal operacyjnych, przyjęcie kompletu chorych, wreszcie remont oddziału są przestępstwami? i które z tych przestępstw popełnili strajkujący lekarze, skoro w dwóch na trzy szpitale, które odmówiły pomocy, lekarze nie strajkują, bo nie mają prawa do strajku?!

szczerze mówiąc, rozbraja mnie zawsze mechanizm, jakim się rozpizguje strajki lekarskie. starczy spuścić jaką gazetkę, żeby wzniosła lament, jak to bardzo szkodzą te konowały-łapówkarze, nieszczęśni pacjenci umierają, albo lekarze chcą odejść od łóżek dzieciątek. gorąco popieram strajk służby zdrowia, bo to, co się z opieką zdrowotną w polsce dzieje, to tragifarsa. inna sprawa, że cieszę się, że nie muszę podejmować tego rodzaju decyzji - bo strajk głodowy, jakby nie patrzeć, naraża pacjentów. ale nie strajkowanie, zezwolenie na to, żeby wszystko toczyło się zwykłym trybem, naraża jeszcze bardziej. naprawdę, współczuję lekarzom, że muszą rozwikływać takie origami.

siedziałam sobie wczoraj w poczekalni u lekarza, średnia wieku jakieś 65 lat, jeśli nie więcej. lamenty, że się czeka, że kolejki, że lekarze tacy albo inni. że trzeba im płacić dobrze, ale żeby nie brali łapówek... i wojowniczy wręcz postulat, zgłoszony przez wymalowaną jak pisanka panią lat mniej więcej sześćdziesiąt: skoro szpitale upadają, nie ma na nic pieniędzy, dlaczego nie wprowadzi się odpłatności za posiłki? przecież w domu też się je!

no ale przecież, zamiast rozważać, co można zrobić, żeby ochrona zdrowia zaczęła jakoś funkcjonować, łatwiej jest pojechać lekarzem-łapownikiem albo lekarzem-mordercą. furda, że miejsc jest za mało, że ludzi za mało, że sprzętu za mało, że pieniędzy na leczenie za mało. ciekawam, co by panie z dziennika zrobiły, gdyby i w trzecim szpitalu nie strajkowali, przecież takie akcje się zdarzają i bez strajku. zgaduję, że nie napisałyby o skandalu, bo musiałyby napisać, że tak tak, drodzy czytelnicy, państwo kasuje od was składkę i ma was w dupie. drodzy czytelnicy, możecie liczyć na szczęście, bo nawet nie na siebie, w tym systemie w żaden legalny sposób nie możecie sobie pomóc.

a wkurwia mnie postawa takich hien niebanalnie dlatego, że utwierdza przekonanie, że skoro służba zdrowia, to służba, misja i powołanie. nie mówimy o pieniądzach, lekarz to niewolnik, któremu płacić nie trzeba, bo robić musi. każdy strajk lekarzy sprowadzony zostaje do tegoż punktu, unieważniony, bo choć legalny, to nabiera cech wyraźnie niemoralnego. lekarz ma robić, nie strajkować, bo ma obowiązki względem narodu. zaraz zaraz, tu mi się brzęczyk włącza, ale składki zdrowotnej ode mnie nie kasują lekarze. no ale takie postawienie sprawy prowadziłoby do uświadomienia pt. idiotom, resp. czytelnikom, że są od tego, żeby płacić składkę, za którą należy im się coś w postaci dobrego samopoczucia, że ma się zapewnioną opiekę zdrowotną. dobre samopoczucie pryska w momencie, w którym trzeba z niej skorzystać. o tym wszystkim tabloidy nie napiszą, bo musiałyby napisać, że bez dopłat i częściowej prywatyzacji się nie obędzie. a to się nie spodoba.

ale oczywiście, jako regularnie płacąca składkę na ubezpieczenie zdrowotne oczekuję, że zostanie mi zapewniona odpowiednia opieka. w tym momencie nie obchodzą mnie strajkujący lekarze - to nie lekarzom płacę obowiązkową składkę, i to nie lekarze mają mi zapewnić ową opiekę. opiekę ma mi zapewnić państwo, reprezentowane przez żond fahofcuf. niech żond fahofcuf się głowi, jak to zrobić. mam nadzieję, że lekarze nie skrewią, i rzucą papierami o stół. wtedy dopiero żond się zdziwi, i pewnie panie bartman i blichacz też. ciekawe, czy wtedy napiszą, że lekarzom nie wolno składać wypowiedzeń z pracy...

dzieło pań: http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=53354

08:30, goffythedog
Link Komentarze (5) »
sobota, 14 lipca 2007
faq

sprobujmy ustalic, co wiemy.

po pierwsze, byla prowokacja. same chlopaki z cba przyznaly. na razie nie wiemy, kto prowokowal, kogo prowokowal, kim prowokowal ani po co prowokowal. kwestia do rozwazenia pozostaje, czy prowokacja byla legalna. nie nalezy wprawdzie spodziewac sie, ze dowiemy sie tego rychlo, przeciez genialny strateg idiota nie jest i nie pusci na zer swojej najfajniejszej zabawki. nawiasem mowiac, zabawki tego rodzaju powinni jednak organizowac fachowcy, a nie bojowo nastawione harcerzyki od rozlepiania plakatow. perspektywa, ze tzw. tajne sluzby zostaly przejete badz zrobione od podstaw przez ludzi, ktorzy kompletnie nie wiedza, co i jak, jest nieco porazajaca.

po drugie, andrzej lepper nie jest wicepremierem. niektorzy sie ucieszyli, ok, kazdemu jego porno, jak mawia wo. mnie akurat nie lepper najbardziej przeszkadzal w tym zondzie fahofcuf, co wiecej, nie uwazam, aby byl on najwiekszym szkodnikiem polskiej polityki. oczywiscie, te mantry o szkodnictwie i przestepstwach powtarzaja ludzie, dla ktorych nie jest problematyczne, ze milosciwie nam panujace ekipa dojechala do stolkow po tym, jak dla doraznej korzysci w kampanii wyborczej zlamala konstytucje. i ma na to papier. panstwo, co gardluja teraz w majestacie jedynie slusznej postawy moralnej, jak to dobrze, ze leppera wykopali, jakby nie zauwazali, ze ci, co zatrudnili owego szkodnika, tez maja za uszami pogarde dla obowiazujacego prawa. najsmutniejsze, ze owo doglebne obrzydzenie moralne i estetyczne z powodu nieksztalconego chama w walonkach nie pozwoli w tym momencie na jedyna przytomna reakcje: glosne wrzeszczenie, ze cos tu kurwa jest nie tak. bo jeszcze ktos powie, ze bronimy leppera.

po trzecie, samoobrona jest w koalicji i nie jest. mozna sie zgubic, bo doprawdy nie wiadomo, kto kreci calym tym interesem. wyborow wczesniejszych nie bedzie, bo zeby byly musialby wyrazic na nie zgode sam genialny strateg. wariant drugi, czyli nadzieje na to, ze najsmieszniejsza partia wszechczasow dogada sie z postkomuchami i co gorsza, z tym uwalonym gnojem burakiem w walonkach, mozna miedzy bajki wlozyc. no bo co powie na to genialny strateg? a zdanie genialnego stratega, wymarzonego koalicjanta najsmieszniejszej partii jest swiete i ma moc paralizujaca.

a teraz czego nie wiemy. nie wiemy, co ustalono na szczycie od pierwiastka. jest to tak tajne, ze za samo zapytanie grozi wyrzucenie z partii. nie wiemy takze, kto bedzie nas leczyl i w jakich warunkach. nie wiemy, co z emeryturami pomostowymi. i jeszcze paru rzeczy nie wiemy. no ale serial jest, wielowatkowy i niejednoznaczny, z pogmatwana narracja, gawiedz sie cieszy, cel jest spelniony. przeciez te wszystkie akcje kaczki cwicza dla elektoratu. mamy permanentna kampanie wyborcza. pis nie tyle jest przygotowane do wyborow - ono ciagle, odkad dostalo wladze, prowadzi kampanie. i byc moze to tlumaczy wszystkie watpliwosci, jakich tzw. autorytety nabieraja. ciemny lud wszystko kupi, wiec nie musi byc koronkowo i starannie. rzadza nami potrzeby i aspiracje ciemnego ludu. 

05:05, goffythedog
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 lipca 2007
wielki literaturoznawca
tyle sie tluszcza nawrzeszczala, tyle nawyczyniala, tyle na pomoc premiera i ministra od kultury nawzywala, a mamy 'dobry kompromis'. czyli liste lektur tylko troche wykastrowana. pan nie moj minister uzywa formy 'ferdydurki' /dopelniacz/, co chyba najlepiej swiadczy o jego kompetencjach. nie moj wielki literaturoznawca wymienil jednego z najwybitniejszych polskich wspolczesnych pisarzy na chalturnika od powiesci historycznych, dodatkowo chalturzacego w dawnych czasach w pronie. inne chaltury chalturnika zreszta tez sa ciekawe. wstawil tez wielki literaturoznwca innego historycznego kaszaniarza, ktory, a owszem, pisal przyjemne i poczytne ksiazeczki. ale na tym ich wartosc dla historii literatury sie konczy. coz, wladze mamy na nasz obraz i podobienstwo, a guzik wie, ze o trafnosci tego stwierdzenia sie upewni, kiedy przyjda ofiary tej wykastrowanej listy lektur do guzikowej szkoly. i nie chodzi o to, co przeczytal nie moj minister w szkole podstawowej, a czego nie zrozumial w liceum. chodzi o to, ze se wyprodukujemy pokolenie matolow, ktore zgubi sie, jak bedzie mialo bardziej ambitnego harlekina przeczytac, bo zostanie wyposazone w takie kompetencje z zakresu literatury wspolczesnej. no ale, tym mocniej zapamietamy to o obrazie i podobienstwie.
17:38, goffythedog
Link Komentarze (4) »
niedziela, 01 lipca 2007
351

- prog dochodu na osobe netto, do ktorego bedzie przyznane dofinansowanie na mundurek, tfu, jednolity stroj.

policzmy. trzyosobowa osoba zyje za maksymalnie 1053 zlote. czteroosobowa - 1404. rozwazam, co mozna za maksymalnie 1053, po zaplaceniu czynszu, rachunku za prad, gaz. co sie robi, jak sie zepsuje pralka. pierze mundurek w reku? za co kupuje sie proszek do prania? szare mydlo tez kosztuje. a jak odlacza gaz? i tak dalej se rozwazam strzelista mysl nie mojego ministra. ale uwaga, jesli na trzy osoby przypada 1054 zlote miesiecznie, dofinansowanie do mundurka sie nie nalezy - nie moj minister w ramach zera tolerancji dorzucil wydatek miedzy 30 /jakies najtansze kamizelki-atrapy/ a 150 /jakies bardziej wypasione kompleciki/. pomnozone przez egzemplarz awaryjny, ilosc dzieci w wieku szkolnym, wspolczynnik niszczenia ubran tudziez z nich wyrastania. po co?

nie moj minister rzucil te kase na dofinansowania z funduszu stypendialnego. z pieniedzy na dozywianie dzieci? nawet jesli uwalili nie w tej rubryczce, tylko w jakiejs innej, to i tak w efekcie na cos nie starczy, cos beda musieli nabyc rodzice, i... no wlasnie. czy nie sensowniej byloby po prostu te dzieci nakarmic? w polskiej szkole jest wiele glodnych dzieci. dzieci mdleja z glodu, te najmniejsze sie przyznaja, ze nic nie jadly, starsze sie wstydza. w znajomej szkole nauczycielki organizowaly w klasach I-III akcje 'dozywiania' pod parawanem wspolnych sniadan. rodzice nieco lepiej sytuowani oraz nauczycielki przynosily wiecej niz jedna kanapke na drugie sniadanie. pozniej przeprowadzano akcje mieszania owych kanapek w jakims worku, i dzieci po kolei wyciagaly te przemieszane kanapki. w ten sposob udawalo sie ukryc, ze niektore kanapek nie maja. korowody byly tez z obiadami. w jakims zafajdanym urzedzie, przyznajacym dotacje uznano, ze dzieci - w liczbie kilkudziesieciu - moga jesc tylko drugie danie. inny urzad, ktory rownolegle finansowal kilkadziesiat innych obiadow, stawial i zupe i drugie. tu wkroczyla do akcji pani ajentka, ktora oburzyla sie, ze u niej w stolowce nie bedzie podzialu na dzieci lepiej dozywione i gorzej. zupe dzieciakom dorzucila od siebie. mozna by jeszcze o doraznym karmieniu dzieciakow, z nauczycielskiej pensji. i o sasiadach szkoly, bylych uczniach, ktorzy przychodzili i mowili, ze chca dac pieniadze na obiady dla jakiegos dziecka. nigdy nie bylo tak, ze pomoc byla niepotrzebna. i wiecie co? guzik ma piane na pysku, jak se to wszystko przypomni, i teraz slyszy, ze pan nie moj minister radosni oglasza, ze beda mundurki i bedzie porzadek. a glodne dzieci beda glodne jak byly. w najlepszym razie, bo niektore moga zglodniec dopiero teraz.

03:21, goffythedog
Link Komentarze (2) »