RSS
sobota, 28 lutego 2009
t jak trzeżwy tatuś

Tatusiów dziś poszukujemy na stronach gazety.pl. Powrót ojca, te sprawy. Historia jest wzruszająca, o tym, jak to dwulatek poparzony wrzątkiem czekał dwie godziny, aż przyjdzie pracownica społeczna i wezwie pogotowie, bo mamusia pijana w sztok jakoś nie była w stanie. Tu odzywa się niezawodny guzikowy instynkt - dzieci przecież się z kapusty nie biorą.

W poszukiwaniu tatusia studiujemy dzieło Dominiki Maciejasz: "Około południa matka i wujek pili w domu alkohol. W tym czasie w innym pomieszczeniu bawiły się dzieci - sześcio- i dwulatek. Młodszy chłopiec w pewnym momencie sięgnął ręką do pieca, na którym gotowała się woda. Garnek pełen wrzątku spadł na dziecko. Mimo ciężkiego poparzenia nóg matka nie powiadomiła o tragedii nikogo. Nawet specjalnie syna nie opatrzyła. Nikt by mu nie pomógł, gdyby przez przypadek do rodziny C. nie przyszła pracownica pomocy społecznej, która się nią opiekuje. (...) Państwo C. próbowali ukryć przed nią okaleczonego chłopca. - Ojciec cały czas twierdził, że mały śpi w pokoju z mamą. Nalegałam, że chcę go zobaczyć. Gdy weszłam do sypialni, zbladłam. To był koszmarny widok. Chłopczyk leżał na łóżku w samym pampersie, ciało miał pokryte ranami i pęcherzami - relacjonuje kobieta. (...) Matka dziecka miała trzy promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Wczoraj została przesłuchana przez policję. Grozi jej do pięciu lat więzienia. Ojciec dzieci był trzeźwy.

- Kobieta została objęta dozorem policyjnym, dwa razy w tygodniu ma meldować się na komisariacie. Skierowaliśmy też wniosek do sądu, który zdecyduje, czy ograniczyć rodzicom prawa rodzicielskie - mówi prokurator Grażyna Pniak z Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu."

Czyli tatuś na miejscu był. Tatuś był trzeżwy, więc w przeciwieństwie do pijanej mamusi mógł ocenić stan syna. Ba, tatuś mógł nawet dzieciaka opatrzeć i wezwać pomoc. Ale nie, tatuś łgał pani z pomocy społecznej, czyli pomoc utrudniał, jeśli nie wręcz uniemożliwiał.

I co? Wyrodna pijana matka, z dozorem policyjnym, co to dziecka nie dopilnowała. I trzeżwy tatuś. Co z trzeźwym tatusiem, pani Maciejasz nie dręczy.

Zapamiętujemy - wedle pani Maciejasz, a być może także pani prokuratorki Pniak, trzeżwy tatuś to synonim świętej krowy.

Pysznie.

01:50, goffythedog
Link Komentarze (8) »
sobota, 07 lutego 2009
taki ladny tytul...

W gazeta.pl guzik tytuł znalazł, na samej stronie głównej. A brzmi on zgrabnie: "Jest od 17 lat w śpiączce. Czy zdążą z ustawą, która uratuje jej życie?"

Ratować będą chłopaki od Sylwka. Jak klikniemy, dowiadujemy się, że chodzi o dziewczę, co 17 lat temu miało wypadek motocyklowy, jest w śpiączce, uszkodzenia mózgu skazują ją na trwały stan wegetatywny. Najogólniej, medycyna nie może nic. Rodzina, po długiej sądowej batalii, wygrała prawo do odłączenia sondy. Teraz Sylwek, razem z chłopcami od B16, wojuje o jej życie. Bo, uważacie, wedle katolickich teologów, trzymanie Eluany pod rurkami nie jest uporczywą terapią, tylko stosowną do stanu opieką. Nawiasem mówiąc, trzeba mieć szczęście, refleks, być papieżem i ogłosić miastu i światu, że się nie życzy trzymania pod rurkami, to ma się szanse wyśmigać rurkologom. W końcu papę pochowali po katolicku, z przytupem, a innym rezygnującym z przyjemności rurkowych odmawiają takich usług. 

Oczywiście, aż szkoda nie wspomnieć, że ta sama załoga, co ogłasza walkę z cywilizacją śmierci o prawo do życia, ostatnio przywróciła na swe łono kolegę, co twierdzi, że komór gazowych nie było, jak i Holokaustu [oraz inne wesołe rzeczy, których wybór poczynił wo]. Tu następuje wyjaśnienie dla ewentualnych zbłąkanych owieczek i baranów: tak, wiem, że ekskomunika z mocy prawa, że trele morele, że miłosierdzie, i że negowanie Holokaustu nie ma nic do rzeczy. No ale to nie ja siedzę w jednym kościele z tym koleżką, i nie muszę, jak niektórzy pacjenci psychiatryka, czynić piętrowych konstrukcji, np. deliberować nad zakresem znaczeniowym czasownika "to believe", by uzasadnić, że B16 mógł, i tamten też może. No mógł. A ja mogę na to przypominać wytrwale, że u was neguje się Holokaust. Taka to cywilizacja życia, hipokryzją śmierdząca na kilometr.

Nie mój cyrk, nie moje małpy. Ale tych w Agorze pojebało zupełnie, co to wszystko ma wspólnego z "ratowaniem życia?!

01:46, goffythedog
Link Komentarze (2) »