RSS
sobota, 07 marca 2009
zerwij się na manifę...
17:30, goffythedog
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 lutego 2009
t jak trzeżwy tatuś

Tatusiów dziś poszukujemy na stronach gazety.pl. Powrót ojca, te sprawy. Historia jest wzruszająca, o tym, jak to dwulatek poparzony wrzątkiem czekał dwie godziny, aż przyjdzie pracownica społeczna i wezwie pogotowie, bo mamusia pijana w sztok jakoś nie była w stanie. Tu odzywa się niezawodny guzikowy instynkt - dzieci przecież się z kapusty nie biorą.

W poszukiwaniu tatusia studiujemy dzieło Dominiki Maciejasz: "Około południa matka i wujek pili w domu alkohol. W tym czasie w innym pomieszczeniu bawiły się dzieci - sześcio- i dwulatek. Młodszy chłopiec w pewnym momencie sięgnął ręką do pieca, na którym gotowała się woda. Garnek pełen wrzątku spadł na dziecko. Mimo ciężkiego poparzenia nóg matka nie powiadomiła o tragedii nikogo. Nawet specjalnie syna nie opatrzyła. Nikt by mu nie pomógł, gdyby przez przypadek do rodziny C. nie przyszła pracownica pomocy społecznej, która się nią opiekuje. (...) Państwo C. próbowali ukryć przed nią okaleczonego chłopca. - Ojciec cały czas twierdził, że mały śpi w pokoju z mamą. Nalegałam, że chcę go zobaczyć. Gdy weszłam do sypialni, zbladłam. To był koszmarny widok. Chłopczyk leżał na łóżku w samym pampersie, ciało miał pokryte ranami i pęcherzami - relacjonuje kobieta. (...) Matka dziecka miała trzy promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Wczoraj została przesłuchana przez policję. Grozi jej do pięciu lat więzienia. Ojciec dzieci był trzeźwy.

- Kobieta została objęta dozorem policyjnym, dwa razy w tygodniu ma meldować się na komisariacie. Skierowaliśmy też wniosek do sądu, który zdecyduje, czy ograniczyć rodzicom prawa rodzicielskie - mówi prokurator Grażyna Pniak z Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu."

Czyli tatuś na miejscu był. Tatuś był trzeżwy, więc w przeciwieństwie do pijanej mamusi mógł ocenić stan syna. Ba, tatuś mógł nawet dzieciaka opatrzeć i wezwać pomoc. Ale nie, tatuś łgał pani z pomocy społecznej, czyli pomoc utrudniał, jeśli nie wręcz uniemożliwiał.

I co? Wyrodna pijana matka, z dozorem policyjnym, co to dziecka nie dopilnowała. I trzeżwy tatuś. Co z trzeźwym tatusiem, pani Maciejasz nie dręczy.

Zapamiętujemy - wedle pani Maciejasz, a być może także pani prokuratorki Pniak, trzeżwy tatuś to synonim świętej krowy.

Pysznie.

01:50, goffythedog
Link Komentarze (8) »
sobota, 07 lutego 2009
taki ladny tytul...

W gazeta.pl guzik tytuł znalazł, na samej stronie głównej. A brzmi on zgrabnie: "Jest od 17 lat w śpiączce. Czy zdążą z ustawą, która uratuje jej życie?"

Ratować będą chłopaki od Sylwka. Jak klikniemy, dowiadujemy się, że chodzi o dziewczę, co 17 lat temu miało wypadek motocyklowy, jest w śpiączce, uszkodzenia mózgu skazują ją na trwały stan wegetatywny. Najogólniej, medycyna nie może nic. Rodzina, po długiej sądowej batalii, wygrała prawo do odłączenia sondy. Teraz Sylwek, razem z chłopcami od B16, wojuje o jej życie. Bo, uważacie, wedle katolickich teologów, trzymanie Eluany pod rurkami nie jest uporczywą terapią, tylko stosowną do stanu opieką. Nawiasem mówiąc, trzeba mieć szczęście, refleks, być papieżem i ogłosić miastu i światu, że się nie życzy trzymania pod rurkami, to ma się szanse wyśmigać rurkologom. W końcu papę pochowali po katolicku, z przytupem, a innym rezygnującym z przyjemności rurkowych odmawiają takich usług. 

Oczywiście, aż szkoda nie wspomnieć, że ta sama załoga, co ogłasza walkę z cywilizacją śmierci o prawo do życia, ostatnio przywróciła na swe łono kolegę, co twierdzi, że komór gazowych nie było, jak i Holokaustu [oraz inne wesołe rzeczy, których wybór poczynił wo]. Tu następuje wyjaśnienie dla ewentualnych zbłąkanych owieczek i baranów: tak, wiem, że ekskomunika z mocy prawa, że trele morele, że miłosierdzie, i że negowanie Holokaustu nie ma nic do rzeczy. No ale to nie ja siedzę w jednym kościele z tym koleżką, i nie muszę, jak niektórzy pacjenci psychiatryka, czynić piętrowych konstrukcji, np. deliberować nad zakresem znaczeniowym czasownika "to believe", by uzasadnić, że B16 mógł, i tamten też może. No mógł. A ja mogę na to przypominać wytrwale, że u was neguje się Holokaust. Taka to cywilizacja życia, hipokryzją śmierdząca na kilometr.

Nie mój cyrk, nie moje małpy. Ale tych w Agorze pojebało zupełnie, co to wszystko ma wspólnego z "ratowaniem życia?!

01:46, goffythedog
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 stycznia 2009
poniekad monotematycznie

Od jakiegoś czasu utrzymuje się u guzika wysoki poziom nastrojów antyklerykalnych; powodem są opisywane na blogasku wesołe przejścia pogrzebowe, ale też ogólna aktywność kolegów w czerni. Dziś guzik przeczytał radosną opowieść o tym, że odprawia się tylko rentowne msze:

"Ksiądz uświadomił wiernemu, że to, co da na tacę, nie pokryje kosztów oświetlenia kościoła i nagłośnienia. Poradził mu, aby poszedł do pobliskiej katedry, gdzie właśnie rozpoczęła się suma.[...] Była to grupa osób, które zamówiły mszę za zmarłego krewnego i widząc, że nie ma nikogo przy ołtarzu, zaczęły głośno protestować.

Proboszcz z całym spokojem wytknął im spóźnienie, po czym opowiedział o wiernym odesłanym do innego kościoła. - Jakbym wyglądał wobec tego człowieka, gdybym odprawił teraz mszę dla was? - pytał ksiądz, zdecydowany nie zmieniać wcześniejszej decyzji."

o, tu: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6124687,Ksiadz_nie_odprawil_mszy__uznal_ja_za__nierentowna_.html

Ha! W ten sposób pan ksiądz pokazał, że danego słowa należy dotrzymywać! Oraz dał przykład, jak z kryzysem radzić sobie mamy. 

10:44, goffythedog
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 stycznia 2009
dosiego roku!

Na Nowy Rok jak znalazł. Ćwiczymy podpisywanie petycji:

Przeciwko „Ustawie o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego oraz Polskiej Radzie Bioetycznej i zmianie innych ustaw” (z dnia 10.XII 2008 r) wypracowanej przez Zespół ds. Konwencji Bioetycznej, powołany na mocy Zarządzenia nr 38 Prezesa Rady Ministrów z dnia 7 kwietnia 2008 pod przewodnictwem Posła Jarosława Gowina

Szanowni Ustawodawcy!
Panie Premierze!
Państwo Posłanki i Posłowie Sejmu RP!

W imię solidaryzmu społecznego zgłaszamy swój protest przeciwko projektowi Ustawy, która zagraża wolnościom i prawom obywatelskim oraz prawom człowieka.

Projekt Ustawy nie jest zgodny ani z międzynarodowymi standardami ochrony praw człowieka, w tym z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, konwencjami ONZ i Rady Europy, ale także z Konstytucją RP. Z konstytucyjnego punktu widzenia narusza zasadę neutralności światopoglądowej państwa, niedyskryminacji i równego traktowania (ze względu na płeć, wiek, stan cywilny, stan zdrowia, etc.), jak również zasadę równego dostępu do opieki zdrowotnej. Z medycznego punktu widzenia nie zapewnia dostępu do najlepszych procedur medycznych. Ustawa dyskryminuje kobiety odbierając im prawa do decydowania o swojej płodności, wprowadza kuriozalną z prawnego i naukowego punktu widzenia zasadę przedkładania interesu komórki jajowej i zarodka nad prawa dorosłych ludzi pragnących leczyć niepłodność. Niektóre jej ograniczenia podobne są do stosowanej w przeszłości i uznawanej za zbrodniczą legislacji eugenicznej.

Projekt ustawy wzbudza sprzeciw tak ze względu na treść jak i na proces jej powstawania. Pozorne konsultacje społeczne, brak debaty publicznej nad propozycjami specjalistów i grup interesów zaangażowanych w tworzenie rozwiązań bioetycznych (pacjentów, lekarzy i prawników), to tylko niektóre błędy proceduralne popełnione podczas prac nad projektem Ustawy naruszające zasadę partycypacji społecznej, jawności życia publicznego i procesów demokratycznych.

Niepłodność to nie problem wyłącznie osób dotkniętych niepłodnością, to poważny problem społeczny, z którym przyszło nam się zmierzyć w XXI wieku. Stworzenie dobrego prawa jest obowiązkiem władz państwowych. Ustawa bioetyczna ma dotyczyć wszystkich ludzi o różnych światopoglądach i nie zgadzamy się na to, by preferowanie jednego tylko światopoglądu nam te prawa odebrało. Tymczasem zapisy w projekcie Ustawy są dyskryminujące i odzwierciedlają poglądy tylko części społeczeństwa utożsamiającego się ze stanowiskiem Kościoła Katolickiego. Sposób, w jaki hierarchia Kościoła Katolickiego ingeruje w tworzenie prawa jest wysoce niepokojący. Żadna religia nie może rościć sobie prawa do wpływania na władze publiczne. Projekt Ustawy jawnie łamie artykuł 25 Konstytucji RP, który głosi, iż władze publiczne w naszym kraju zachowują bezstronność w sprawach religijnych światopoglądowych i filozoficznych. Są w proponowanej Ustawie zapisy nie do przyjęcia, zapisy, które pozbawiają wolnych ludzi ich praw: przymusowe odbieranie zarodków, wyłączenia ze względu na wiek i choroby (nie tylko genetyczne, bo ustawa nie określa rodzaju choroby), zakaz dawstwa gamet, ograniczenie ilości tworzenia zarodków, co w praktyce oznacza narażenie kobiety na kolejne mocno obciążające organizm terapie hormonalne. Mocno dyskryminujące i piętnujące osoby dotknięte niepłodnością są też zapisy dotyczące dokumentacji medycznej i osobowej. Prawo do procedury medycznie wspomaganej prokreacji wyłącznie dla par małżeńskich może w praktyce oznaczać, że osoby nie będące w związkach, zarówno kobiety jak i mężczyźni nie będą mieli prawa do leczenia. Ponadto Ustawa tylnymi drzwiami chce wprowadzić faktyczny całkowity zakaz przerywania ciąży, a więc także wówczas, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu oraz gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (czyli np. gwałtu lub czynu kazirodczego) Jako społeczeństwo chcemy, by zagadnienia bioetyczne zostały uregulowane zgodnie z najlepszymi standardami etycznymi, medycznymi i naukowymi.

Niepłodność jest chorobą i jej leczenie jest prawem każdego człowieka, niezależnie od jego światopoglądu, stanu cywilnego i sytuacji materialnej. Zapisy znajdujące się we wspomnianym projekcie uniemożliwiają leczenie skuteczne, bezpieczne i na wysokim poziomie.

Szanowni Państwo, proponowana wersja ustawy jest niebezpieczna, również dlatego, że zawiera poważne błędy merytoryczne, a wiele z proponowanych rozwiązań opiera się na fałszywych przesłankach. Przekreśla wieloletnie doświadczenia i umiejętności zdobyte przez polskich lekarzy. Pamiętajmy, zbyt szybko wypowiedziane fałszywe słowa jednego człowieka na całe lata zahamowały transplantologię w Polsce, a zła ustawa bioetyczna może na lata zahamować postęp nauki i medycyny w zakresie leczenia niepłodności i pozbawić wiele bezdzietnych par szansy na naturalne rodzicielstwo.

Dzięki metodom wspomaganego rozrodu w ciągu 30 lat na całym świecie urodziło się blisko 3,5 mln dzieci, w Polsce na świat przychodzi rocznie ok. 6 tys. dzieci. Tych dzieci nie będzie, jeśli dziś nie zaprotestujemy przeciwko złemu prawu. Jako wolne, demokratyczne społeczeństwo zasługujemy na dobre prawo.

podpisujemy tu: http://www.petycje.pl/petycja/3700/protest_spoleczny_p-ustawie_o_in_vitro_(tzw._bioetycznej).html

czytamy tu: http://stopfanatykom.blox.pl/2008/12/USTAWA-GoWNINA.html

i tu: http://nowicka-wanda.blog.onet.pl/2,ID355979162,index.html

a oglądamy tu: http://pl.youtube.com/watch?v=QzofdUV03hY 

18:54, goffythedog
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 grudnia 2008
bog sie rodzi, karp truchleje

tu: http://www.krwaweswieta.pl/

i tu: http://ryby.empatia.pl/ 

i nawet tu: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6092221,Swiateczna_rzez_karpi.html 

wesolych swiat! 

23:55, goffythedog
Link Komentarze (1) »
niedziela, 09 listopada 2008
Grzeczne dziewczynki nie piją. A niegrzeczne to histeryczki

Zdawać się mogło, że po nowatorskich koncepcjach miłościwie nam panującego D. Tuska [o subtelnej dystynkcji między kreaturą a człowiekiem], reformującej nam opiekę zdrowotną E. Kopacz [o prawie naturalnym, co w bólu rodzić każe, ku chwale oszczedności pieniędzy podatnika], a też przemawiającego we własnym imieniu doktora nauk jakichśtam A. Górskiego [o Obamie, co zaprowadzi nam czarną teologię wyzwolenia i kult niecnego A. Lincolna, co zniósł niewolnictwo] mało co guzika zdziwi. A tu proszę, Feminoteka donosi, zanim jeszcze zgłębiłam doniosłość myśli hyżej pana posła, że niejaki Mirosław Ślifirczyk, dyrektor Samodzielnego Wojewódzkiego Publicznego Zespołu Zakładów Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej w Radomiu, wprowadził w życie nowatorską procedurę. Otóż, mężczyzn, zgłaszających się na leczenie alkoholizmu kieruje na oddział toksykologii, zaś kobiety umieszcza na zamkniętym oddziale psychiatrycznym, razem z np. skierowanymi na obserwację mordercami. Motywuje to dość nowatorsko, faktem, że [wyłącznie?] u kobiet uzależnienie od alkoholu łączy się z chorobami psychicznymi. Dodaje też, że kobiety same sobie kuku zrobiły, i nie mają co marudzić.

Czytamy: "Kobiety mają inną naturę i inaczej reagują. Zwykle obok choroby alkoholowej mają inne problemy psychiczne. Na oddział psychiatryczny kierowane są z troski i obawy o ich stan zdrowia (...) Bo jeszcze do niedawna liczba pań, które się zgłaszały, była niewielka. Łatwo było więc wygospodarować dla nich sale na psychiatrii. Ale nie można twierdzić, że leżały obok gwałcicieli, to niepotrzebne robienie medialnego szumu - denerwuje się dyrektor Frysiak. Przyznaje jednak, że na ten sam oddział psychiatrii trafiają kierowani na obserwację przestępcy, ale szpital 'stara się nie kłaść ich razem z pacjentkami'.

- Poza tym, proszę pamiętać, że te panie na własne życzenie doprowadziły się do takiego stanu, a przy przyjęciu są informowane, że będą na psychiatrii. Mogą nie wyrazić na to zgody - mówi dyrektor. Co wtedy? Wtedy po prostu nie są przyjmowane na leczenie. Bo na to, aby dostały łóżko na oddziale LAZA szans nie ma. Przynajmniej na razie."

O, tu tu: http://www.feminoteka.pl/news.php?readmore=3980

W tym miejscu mógłby nastapić krótszy bądź dłuższy wykład. Na przykład o alkolizmie i jego terapii, ze szczególnym uwzględnieniem współwystępowania depresji. Albo o społecznym podejściu do problemu alkoholiczek, stygmatyzowanych w znacznie większym stopniu niż alkoholicy, którym rodziny nie dają szansy na leczenie, a jeśli już dają, to - w odróżnieniu od terapii mężczyzn, która staje się powodem do dumy - nie wspierają i dążą do jak najszybszego jej zakończenia [nawet kosztem skuteczności], upatrując w niej czegoś wstydliwego. Albo o wyczarowywaniu chorób psychicznych z niczego oraz traktowaniu przekroczenia normy jako objawu szaleństwa. Tematów znalazłoby się sporo, z lekturą stosownych punktów Konstytucji na czele. Tylko po co? Pan szacowny dyrektor wyrozumie z tego tyle, co pani ministerka z wywodów o znieczuleniu podczas porodu. Baby-histeryczki, w dupach im się poprzewracało, chcą, żeby nie bolało, skoro może nie boleć, albo żeby je traktować tak samo jak mężczyzn. No zgroza, psze państwa, zgroza, przecież wiadomo, że mężczyzna pije, bo żona niedobra, teściowa wredna i tyle problemów na świecie. A baba, psze państwa, to wynaturzenie, jak sięga do kieliszka, przecież to nie wypada, żeby dziewczę wódkę piło. A jak się wynaturza, zboczona jedna, to ma. Zboczenia trzeba leczyć, psze państwa.

W miejscu wykładu - narzucająca się anegdotka. Podczas rodzinnego obiadu jakiegoś panowie rozlali trunek w postaci czystej do kieliszków. Toast, łapiemy za kieliszki i cyk. W tym momencie następuje wielkie zdumienie, powiodłam wzrokiem po stole, a tam wszystkie panie ledwie dziubki umoczyły w kieliszkach, żeby na dłużej starczyło, a panowie do dna. Zmylił mnie nieco sposób podania wyśmienitego trunku, więc wzbudziłam pewne wzburzenie, jako że dziewczynkom tak nie wypada.

Pan dyrektor najpewniej też tak myśli. Hm...

czwartek, 11 września 2008
wyslij podpaske do pani minister!

info od feminoteki:

"Drogie Kobiety,

W związku z pomysłem ministerstwa zdrowia, by rejestrować kobiety w ciąży i kontrolować potem, czy kobieta na pewno urodziła (o pomyśle można przeczytać tutaj: http://www.feminoteka.pl/news.php?readmore=3612) Feminoteka proponuje akcję wysyłania symbolicznie zakrwawionych czerwoną farbą podpasek do minister zdrowia Ewy Kopacz. Poświadczymy w ten sposób, że nie jesteśmy w ciąży, a jednocześnie zapobiegniemy naruszeniu prawa do intymności i zachowania tajemnicy lekarskiej. Prosimy wszystkie z Was, które wyślą podpaski o poinformowanie nas o tym fakcie (adres e-mail: info@feminoteka.pl , w temacie prosimy wpisać "podpaska"), abyśmy mogły monitorować akcję).

Wzór listu:

Pani Ewa Kopacz, Minister Zdrowia
ul. Miodowa 15,
00-952 Warszawa

Szanowna Pani Minister,

W związku z doniesieniami medialnymi o planach ministerstwa zdrowia, aby rejestrować kobiety w ciąży, pragnąc zapobiec naruszeniu mojego prawa do intymności i zachowania tajemnicy lekarskiej, informuję uprzejmie bez konieczności angażowania w niekonstytucyjną działalność mojego ginekologa, że nie jestem w ciąży. Dowód w załączeniu.

Z poważaniem,

Imię i nazwisko"

guzik wybiera sie na poszukiwania czerwonej farby.

poniedziałek, 28 lipca 2008
w bólach rodzić będziesz

Zacznijmy od sprawy banalnej: idziemy do dentysty, który ma nam, powiedzmy, zalepić dziurę w zębie. Co powiemy, jak szacowny medyk oświadczy, że zalepić, owszem, może, ale znieczulenia nie poda? Bo jest wiele za i przeciw, jeśli chodzi o rzeczone znieczulenie, i on akurat uważa, że nie może sprzedać takiej usługi. Komplikujemy: co z leczeniem kanałowym? Ekstrakcją? Wyjątkowo skomplikowaną ekstrakcją? Dłutowaniem ósemki? Jest jakiś tłum chętnych do poddania się wszystkim tym zabiegom bez znieczulenia? Ktoś by nie opuścił gabinetu wobec takiego dictum w którymś z przypadków? Hmmm. [Mogę dodać, że w przypadku tego ostatniego zabiegu dentystka odmówiła wykonania go w znieczuleniu miejscowym. Uznała, że jestem tak wrażliwa na ból, że w grę wchodzi tylko znieczulenie ogólne.]

Dentystyczny wstęp tyleż ma się do rozmaitych, ostatnio zintensyfikowanych, guzikowych traumatycznych doświadczeń, co do wypowiedzi jakiegoś pana doktora położnika, którego nazwiska nie pomnę, a który raczył w "Teleekspresie" oznajmić miastu i światu, że co to w ogóle za pomysł, żeby rodzić w znieczuleniu, przecież nikt w narkozie zębów nie usuwa. Oprócz płci szacownego eksperta rzuca się mocno w oczy rzetelna ignorancja w zakresie oraz jeszcze parę pomniejszych głupot. Porównanie zatem nienowe, w dodatku nieco - ale tylko nieco - słabujące: otóż, jak pajac przypadkowo zwany dentystą postanowi mnie przekonywać o nieuchronnym złu znieczulenia, albo, co bodaj najczęstsze, o tym, że nie boli, to po prostu mogę kłaniając się uprzejmie zrezygnować z usług przygłupa i udać się na poszukiwania bardziej kumatego egzemplarza. Taki komfort, niestety, nie przysługuje mi, jeśli przypadkiem będę w ciąży, a dziecko postanowi urodzić się w Płocku*. Czytamy:

"Kobieta ma prawo poprosić o znieczulenie podczas porodu. Ale nie w Płocku. W żadnym ze szpitali rodzące nie mają takiej możliwości. [...]

W szpitalu na Winiarach znieczulenia zewnątrzoponowe wykonywane są sporadycznie. - Stosujemy je bardzo rzadko - tłumaczy ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w szpitalu na Winiarach Wojciech Panek. - Po prostu nie mamy odpowiedniej liczby anestezjologów. A podczas porodu ze znieczuleniem taki lekarz musi być obecny. I to przez cały czas. Nie może jednocześnie asystować przy jakimś innym zabiegu.

Wojciech Panek przyznaje, że gdyby nie braki personalne, na pewno na Winiarach znieczulenia zewnątrzoponowe byłyby przeprowadzane. - Jesteśmy za - mówi. - Takie znieczulenie to dla rodzącej komfort. A wiele kobiet bardzo źle znosi ból. Ze strachu przed nim część myśli o porodzie przez cesarskie cięcie. Znieczulenie mogłoby temu zapobiec.

Ordynator potwierdza, że wiele kobiet dopytuje o możliwość znieczulenia. - Odpowiedź na takie pytanie jest krótka - mówi. - Kobieta musi wtedy mieć prywatnego, opłaconego anestezjologa. Innej możliwości nie ma.

Okazuje się, że i to nie jest łatwe, bo lekarze często mają akurat dyżur albo lub są zajęci przy innym zabiegu.

To nie oznacza, że w szpitalu nie wykonują znieczuleń zewnątrzoponowych w ogóle. - Przeprowadzamy je, gdy takie jest wskazanie lekarza - wyjaśnia ordynator ginekologii. - Ale są to bardzo rzadkie przypadki. [...]

W szpitalu miejskim rodzące pacjentki w ogóle nie mogą liczyć na znieczulenie zewnątrzoponowe na życzenie. Ale powody takiej sytuacji są inne. - Na brak anestezjologów nie narzekamy - tłumaczy prezes Płockiego Zakładu Opieki Zdrowotnej Robert Makówka. - Ale takie znieczulenie nie jest u nas powszechna metodą. Jak każde inne, niesie za sobą ryzyko. Stanowiska na temat jego wad i zalet są wśród lekarzy podzielone. Ale więcej jest argumentów na nie, niż na tak. Dlatego u nas takie znieczulenie stosowane jest bardzo rzadko. Tylko, gdy są ku temu wskazania lekarza. Takiej usługi nie ma w naszym cenniku. Nie chcemy bowiem do niej namawiać i sprzedawać jej.

W Narodowym Funduszu Zdrowia twierdzą jednak, że każda kobieta podczas porodu ma prawo poprosić o znieczulenie zewnątrzoponowe. - Lekarz nie powinien wtedy odmówić - mówi Przemysław Szulczewski z biura prasowego mazowieckiego oddziału NFZ. - Oczywiście, jeśli do zastosowania takiego znieczulenia nie ma przeciwwskazań lekarskich, nie osłabi ono np. funkcji życiowych dziecka. Za znieczulenie na własną prośbę pacjentka musi jednak zapłacić. Średnio jest to około 700 złotych."

całość: http://miasta.gazeta.pl/plock/1,35681,5495791,Kobieta_wybierac_nie_bedzie__Porod_ma_bolec.html

Oprócz dowcipności samej kwoty, która może przekraczać możliwości finansowe wielu rodzących, ciekawe jest samo to, jak chętnie lekarze ustalają, co dla rodzącej jest dobre, a co złe, mimo że stosowne organy ustaliły, że kwestie te ma rozważyć rodząca, która ma prawo prosić o znieczulenie. Z tym znieczuleniem jest trochę tak, jak z badaniami prenatalnymi czy skrobanką - niby legalne, ale jakby nie całkiem. Pan lekarz jeden z drugim może swobodnie rozdysponować, czy i jak mam rodzić i już. Parę lat temu czytałam przaśną historię, jak to kobieta, zdecydowana od początku ciąży na poród w znieczuleniu, dowiedziała się na porodówce [nie pamiętam, czy z jakichś względów przypadkowej; zdaje się, że jednak wcześniej zapomnieli jej poinformować], że w tym szpitalu dzieciom narkotyków nie podaje się. Kropka. Owszem, mogę się po fakcie powłóczyć po instancjach odwoławczych, może nawet mnie po siedmiu latach przeproszą; nie zmienia to jednak tego, że poród zdąży stać się najkoszmarniejszym wspomnieniem.

I mimo że bardzo bym chciała, nie umiem wytłumaczyć tej sytuacji inaczej, niż patriarchalnym upośledzeniem tych ginekologów z bożej łaski; chłopców rzecz nie dotyczy, tak czy inaczej urodzi, skoro rodzą położone na płask, w najbardziej nieanatomicznej pozycji, no najwyżej poda się oksytocynę [wtedy dopiero boli], żeby było szybciej, albo zrobi cesarkę. A przecież - w domyśle - jest tyle ważniejszych zabiegów, przy których musi być anestezjolog. Lub po prostu - my wiemy lepiej i już. W bólach rodzić będziesz, powiedziane zostało, i nawet jeśli medycyna pozwoli, my ci znieczulenia nie podamy. Odwiniemy się za i przeciw, przecież ty jesteś za głupia, żeby sobie wybrać. Jeszcze byśmy się czegoś nowego musieli nauczyć. Na przykład, nie daj panie boże, że jesteś człowiekiem i masz jakieś prawa. No bez jaj. Jeśli przypadkiem jakiś dewiant w NFZ-cie prawo wyboru ci przyzna, my, już na porodówce, skorygujemy ten błąd.

Jak i korygujemy na bieżąco wtopę z aborcją i badaniami prenatalnymi. Zastanawia mnie jedynie powszechna zgoda na takie praktyki - czasem, tu i ówdzie, przemknie informacja, jak ta o znieczuleniach; bodaj Religa zapierał się, że rzecz uporządkuje, bo jak to, nawet coś o refundacji było zdaje się, ale cisza. Nikt nie pyta, nie wrzeszczy, tumultu w sejmie nie robi, ani nawet zmian nie obiecuje. Kolektywnie godzimy się na upokorzenia, które zaczynają się już w gabinetcie ginekologicznym, w którym pani ginekolożka może wyjaśnić, że było się nie puszczać, zbadać w taki sposób, że się zczołgamy z fotela, lub spojrzawszy na datę urodzenia w karcie postawić precyzyjną diagnozę [w trakcie okresu budziłam się po parę razy w nocy, płacząc z bólu]: "pani jest młoda, więc pani jest zdrowa, pani nic nie boli, pani się tylko wydaje". W poczekalni wymienimy się namiarami na ginekolożki, co przepisują, nie nie, nie postinor, tylko tabletki antykoncepcyjne; zawsze warto myśleć wcześniej, w końcu jak nasza lekarka będzie na zwolnieniu, inna w tej samej przychodni nawet mimo wpisu w dokumentacji może odmówić wypisania recepty. O badaniach prenatalnych lepiej zapomnieć - jak już uda nam się wydobyć skierowanie, zawsze jakiś pacjent od usg może nam klarować, że lepiej nie robić, bo później będziemy wiedzieć, a lepiej nie wiedzieć, bo później będzie trzeba decydować. Po drodze nafaszerują nas stosem leków na podtrzymanie ciąży, nawet żeby powód był tyci-tyci; w szpitalu też nam je do śniadanka podadzą, nawet bez wskazania; później najwyżej nas potną, jak nie będziemy w stanie urodzić naturalnie. Jakby mieli za długo siedzieć, dadzą nam oksytocynę, szybciej będzie; to, że po porodzie nie będziemy miały siły się podnieść, jest już mnie istotne. A jakby to nie skutkowało, zawsze jest idealna metoda na przyspieszenie - cesarka**.

I wszystko to w ciszy, milczenie owieczek, które wiedzą, że od zawsze tak było, taki już kobiety los, boleć musi. Miesiączka, współżycie, poród. Boleć musi. Później już nic nie boli, nieprawdaż?

* doszły mnie słuchy, że w Łodzi też się nie praktykuje znieczulenia na życzenie; słuchy jednak mocno z trzeciej ręki; rzecz do sprawdzenia w terenie.

** inny zestaw anegdot, jak i te powyżej, z życia zaczerpniętych, tu: http://magazyn.kreatura.net/?c=117&a=1147

ps: zapomniało mi się o ulubionym przykładzie mojej przyjaciółki, która nadziwić się nie może zwyczajowi, że po porodzie szyje się na żywca. Bo to podobno nie robi już różnicy. Lekarzom niewątpliwie.

04:29, goffythedog
Link Komentarze (14) »
niedziela, 27 lipca 2008
wolne na kaca

od kilku dni rekordy popularności wśród netowej gawiedzi bije temat tumultu, który zaprezentowano gawiedzi - i światu, niestety - podczas posiedzenia komisji regulaminowej ws. exministra zero. gawiedź bynajmniej nie zaskakuje, instrukcje są jasne; więc czytamy, jako to komorowski z niesiołowskim w totalitaryzm popadli, zwołując posiedzenie komisji zgodnie z wolą exministra [pragnącego jak najszybciej rzecz załatwić], który zgłosił nieobecność w czwartek, na środę; jak to exminister wiedział, ale nie powiedział, i został pozbawiony prawa do obrony w ten sposób, że sam postanowił nie zmieniać planów, a na posiedzeniu tkwił jego pełnomocnik, znany skądinąd mularczyk arkadiusz; jak to straszne jest grożenie prokuratorowi i grożenie prokuratorem. i tak dalej, w koło macieju. standardowy preczskomunizm.

guzik zaś sądzi, że argument rozstrzygający cały spór jest nader prosty: poseł z. miał poselski obowiązek siedzieć na rzyci na wiejskiej, bo trwało posiedzenie sejmu. za to mu płacimy. a jak nie siedzi, tylko olewa, to znaczy, że mu płacimy na bezdurno. "nie było go, jak miał kurwa czekać". i tyle.

pisałam kiedyś* o nocnych posłów czytankach. cały czas ta sama strategia: na ośmieszenie. kto weźmie na poważnie sejm wznoszący [okrzyki]?

tylko dlaczego pismaki odkryły to niczym amerykę w puszkach dopiero teraz?

* tu: http://goffythedog.blox.pl/2007/08/nocne-poslow-czytanki.html

20:17, goffythedog
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12