Blog > Komentarze do wpisu
w bólach rodzić będziesz

Zacznijmy od sprawy banalnej: idziemy do dentysty, który ma nam, powiedzmy, zalepić dziurę w zębie. Co powiemy, jak szacowny medyk oświadczy, że zalepić, owszem, może, ale znieczulenia nie poda? Bo jest wiele za i przeciw, jeśli chodzi o rzeczone znieczulenie, i on akurat uważa, że nie może sprzedać takiej usługi. Komplikujemy: co z leczeniem kanałowym? Ekstrakcją? Wyjątkowo skomplikowaną ekstrakcją? Dłutowaniem ósemki? Jest jakiś tłum chętnych do poddania się wszystkim tym zabiegom bez znieczulenia? Ktoś by nie opuścił gabinetu wobec takiego dictum w którymś z przypadków? Hmmm. [Mogę dodać, że w przypadku tego ostatniego zabiegu dentystka odmówiła wykonania go w znieczuleniu miejscowym. Uznała, że jestem tak wrażliwa na ból, że w grę wchodzi tylko znieczulenie ogólne.]

Dentystyczny wstęp tyleż ma się do rozmaitych, ostatnio zintensyfikowanych, guzikowych traumatycznych doświadczeń, co do wypowiedzi jakiegoś pana doktora położnika, którego nazwiska nie pomnę, a który raczył w "Teleekspresie" oznajmić miastu i światu, że co to w ogóle za pomysł, żeby rodzić w znieczuleniu, przecież nikt w narkozie zębów nie usuwa. Oprócz płci szacownego eksperta rzuca się mocno w oczy rzetelna ignorancja w zakresie oraz jeszcze parę pomniejszych głupot. Porównanie zatem nienowe, w dodatku nieco - ale tylko nieco - słabujące: otóż, jak pajac przypadkowo zwany dentystą postanowi mnie przekonywać o nieuchronnym złu znieczulenia, albo, co bodaj najczęstsze, o tym, że nie boli, to po prostu mogę kłaniając się uprzejmie zrezygnować z usług przygłupa i udać się na poszukiwania bardziej kumatego egzemplarza. Taki komfort, niestety, nie przysługuje mi, jeśli przypadkiem będę w ciąży, a dziecko postanowi urodzić się w Płocku*. Czytamy:

"Kobieta ma prawo poprosić o znieczulenie podczas porodu. Ale nie w Płocku. W żadnym ze szpitali rodzące nie mają takiej możliwości. [...]

W szpitalu na Winiarach znieczulenia zewnątrzoponowe wykonywane są sporadycznie. - Stosujemy je bardzo rzadko - tłumaczy ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w szpitalu na Winiarach Wojciech Panek. - Po prostu nie mamy odpowiedniej liczby anestezjologów. A podczas porodu ze znieczuleniem taki lekarz musi być obecny. I to przez cały czas. Nie może jednocześnie asystować przy jakimś innym zabiegu.

Wojciech Panek przyznaje, że gdyby nie braki personalne, na pewno na Winiarach znieczulenia zewnątrzoponowe byłyby przeprowadzane. - Jesteśmy za - mówi. - Takie znieczulenie to dla rodzącej komfort. A wiele kobiet bardzo źle znosi ból. Ze strachu przed nim część myśli o porodzie przez cesarskie cięcie. Znieczulenie mogłoby temu zapobiec.

Ordynator potwierdza, że wiele kobiet dopytuje o możliwość znieczulenia. - Odpowiedź na takie pytanie jest krótka - mówi. - Kobieta musi wtedy mieć prywatnego, opłaconego anestezjologa. Innej możliwości nie ma.

Okazuje się, że i to nie jest łatwe, bo lekarze często mają akurat dyżur albo lub są zajęci przy innym zabiegu.

To nie oznacza, że w szpitalu nie wykonują znieczuleń zewnątrzoponowych w ogóle. - Przeprowadzamy je, gdy takie jest wskazanie lekarza - wyjaśnia ordynator ginekologii. - Ale są to bardzo rzadkie przypadki. [...]

W szpitalu miejskim rodzące pacjentki w ogóle nie mogą liczyć na znieczulenie zewnątrzoponowe na życzenie. Ale powody takiej sytuacji są inne. - Na brak anestezjologów nie narzekamy - tłumaczy prezes Płockiego Zakładu Opieki Zdrowotnej Robert Makówka. - Ale takie znieczulenie nie jest u nas powszechna metodą. Jak każde inne, niesie za sobą ryzyko. Stanowiska na temat jego wad i zalet są wśród lekarzy podzielone. Ale więcej jest argumentów na nie, niż na tak. Dlatego u nas takie znieczulenie stosowane jest bardzo rzadko. Tylko, gdy są ku temu wskazania lekarza. Takiej usługi nie ma w naszym cenniku. Nie chcemy bowiem do niej namawiać i sprzedawać jej.

W Narodowym Funduszu Zdrowia twierdzą jednak, że każda kobieta podczas porodu ma prawo poprosić o znieczulenie zewnątrzoponowe. - Lekarz nie powinien wtedy odmówić - mówi Przemysław Szulczewski z biura prasowego mazowieckiego oddziału NFZ. - Oczywiście, jeśli do zastosowania takiego znieczulenia nie ma przeciwwskazań lekarskich, nie osłabi ono np. funkcji życiowych dziecka. Za znieczulenie na własną prośbę pacjentka musi jednak zapłacić. Średnio jest to około 700 złotych."

całość: http://miasta.gazeta.pl/plock/1,35681,5495791,Kobieta_wybierac_nie_bedzie__Porod_ma_bolec.html

Oprócz dowcipności samej kwoty, która może przekraczać możliwości finansowe wielu rodzących, ciekawe jest samo to, jak chętnie lekarze ustalają, co dla rodzącej jest dobre, a co złe, mimo że stosowne organy ustaliły, że kwestie te ma rozważyć rodząca, która ma prawo prosić o znieczulenie. Z tym znieczuleniem jest trochę tak, jak z badaniami prenatalnymi czy skrobanką - niby legalne, ale jakby nie całkiem. Pan lekarz jeden z drugim może swobodnie rozdysponować, czy i jak mam rodzić i już. Parę lat temu czytałam przaśną historię, jak to kobieta, zdecydowana od początku ciąży na poród w znieczuleniu, dowiedziała się na porodówce [nie pamiętam, czy z jakichś względów przypadkowej; zdaje się, że jednak wcześniej zapomnieli jej poinformować], że w tym szpitalu dzieciom narkotyków nie podaje się. Kropka. Owszem, mogę się po fakcie powłóczyć po instancjach odwoławczych, może nawet mnie po siedmiu latach przeproszą; nie zmienia to jednak tego, że poród zdąży stać się najkoszmarniejszym wspomnieniem.

I mimo że bardzo bym chciała, nie umiem wytłumaczyć tej sytuacji inaczej, niż patriarchalnym upośledzeniem tych ginekologów z bożej łaski; chłopców rzecz nie dotyczy, tak czy inaczej urodzi, skoro rodzą położone na płask, w najbardziej nieanatomicznej pozycji, no najwyżej poda się oksytocynę [wtedy dopiero boli], żeby było szybciej, albo zrobi cesarkę. A przecież - w domyśle - jest tyle ważniejszych zabiegów, przy których musi być anestezjolog. Lub po prostu - my wiemy lepiej i już. W bólach rodzić będziesz, powiedziane zostało, i nawet jeśli medycyna pozwoli, my ci znieczulenia nie podamy. Odwiniemy się za i przeciw, przecież ty jesteś za głupia, żeby sobie wybrać. Jeszcze byśmy się czegoś nowego musieli nauczyć. Na przykład, nie daj panie boże, że jesteś człowiekiem i masz jakieś prawa. No bez jaj. Jeśli przypadkiem jakiś dewiant w NFZ-cie prawo wyboru ci przyzna, my, już na porodówce, skorygujemy ten błąd.

Jak i korygujemy na bieżąco wtopę z aborcją i badaniami prenatalnymi. Zastanawia mnie jedynie powszechna zgoda na takie praktyki - czasem, tu i ówdzie, przemknie informacja, jak ta o znieczuleniach; bodaj Religa zapierał się, że rzecz uporządkuje, bo jak to, nawet coś o refundacji było zdaje się, ale cisza. Nikt nie pyta, nie wrzeszczy, tumultu w sejmie nie robi, ani nawet zmian nie obiecuje. Kolektywnie godzimy się na upokorzenia, które zaczynają się już w gabinetcie ginekologicznym, w którym pani ginekolożka może wyjaśnić, że było się nie puszczać, zbadać w taki sposób, że się zczołgamy z fotela, lub spojrzawszy na datę urodzenia w karcie postawić precyzyjną diagnozę [w trakcie okresu budziłam się po parę razy w nocy, płacząc z bólu]: "pani jest młoda, więc pani jest zdrowa, pani nic nie boli, pani się tylko wydaje". W poczekalni wymienimy się namiarami na ginekolożki, co przepisują, nie nie, nie postinor, tylko tabletki antykoncepcyjne; zawsze warto myśleć wcześniej, w końcu jak nasza lekarka będzie na zwolnieniu, inna w tej samej przychodni nawet mimo wpisu w dokumentacji może odmówić wypisania recepty. O badaniach prenatalnych lepiej zapomnieć - jak już uda nam się wydobyć skierowanie, zawsze jakiś pacjent od usg może nam klarować, że lepiej nie robić, bo później będziemy wiedzieć, a lepiej nie wiedzieć, bo później będzie trzeba decydować. Po drodze nafaszerują nas stosem leków na podtrzymanie ciąży, nawet żeby powód był tyci-tyci; w szpitalu też nam je do śniadanka podadzą, nawet bez wskazania; później najwyżej nas potną, jak nie będziemy w stanie urodzić naturalnie. Jakby mieli za długo siedzieć, dadzą nam oksytocynę, szybciej będzie; to, że po porodzie nie będziemy miały siły się podnieść, jest już mnie istotne. A jakby to nie skutkowało, zawsze jest idealna metoda na przyspieszenie - cesarka**.

I wszystko to w ciszy, milczenie owieczek, które wiedzą, że od zawsze tak było, taki już kobiety los, boleć musi. Miesiączka, współżycie, poród. Boleć musi. Później już nic nie boli, nieprawdaż?

* doszły mnie słuchy, że w Łodzi też się nie praktykuje znieczulenia na życzenie; słuchy jednak mocno z trzeciej ręki; rzecz do sprawdzenia w terenie.

** inny zestaw anegdot, jak i te powyżej, z życia zaczerpniętych, tu: http://magazyn.kreatura.net/?c=117&a=1147

ps: zapomniało mi się o ulubionym przykładzie mojej przyjaciółki, która nadziwić się nie może zwyczajowi, że po porodzie szyje się na żywca. Bo to podobno nie robi już różnicy. Lekarzom niewątpliwie.

poniedziałek, 28 lipca 2008, goffythedog

Polecane wpisy

  • zerwij się na manifę...

  • t jak trzeżwy tatuś

    Tatusiów dziś poszukujemy na stronach gazety.pl. Powrót ojca, te sprawy. Historia jest wzruszająca, o tym, jak to dwulatek poparzony wrzątkiem czekał dwie godzi

  • taki ladny tytul...

    W gazeta.pl guzik tytuł znalazł, na samej stronie głównej. A brzmi on zgrabnie: "Jest od 17 lat w śpiączce. Czy zdążą z ustawą, która uratuje jej życie?&qu

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/08/04 00:12:15
O znieczuleniu a raczej braku tegoz napisze pozniej. Na razie moze zainteresuje Guzika ta informacja (to z USA):

preview.tinyurl.com/6rjcrv

-
Gość: wruszkazembuszka, *.aster.pl
2008/08/14 00:53:24
Czytałam kiedyś pamiętniki Lili Palmer. Otóż Lili rodziła w stanach w latach 50, bała sie bardzo. Zaaplikowali jej po prostu morfinę i tak było wtedy przyjete. nie wiem jak teraz, ąle .. Wspomina ten poród miło. Dziecko sie urodzilo zdrowe. W kolejnych latach też mu nic nie dolegało Czy to takie trudne w obecnych czasach
-
2008/08/14 20:24:23
@wruszkazembuszka / guzik

A taka Krolowa Victoria to rodzila pod chloroformem juz w 1853.
Zanim jednak zaczniesz domagac sie przywrocenia praktyk medycznych z epoki wiktorianskiej lub chocby z przed polwiecza zastanow sie jakie mogly byc inne powody wycofania chloroformu z anestezjologii praktycznie w zupelnosci a morfiny ze znieczulania porodow.

Otoz maja one dzialania uboczne. Noworodek na morfinie ktora przechodzi przez lozysko ma przytlumiony osrodek oddechowy. Dla super-duper zdrowego dziecka to nie ma znaczacej roznicy za to jesli 1000 matek podasz morfine to zauwazysz ze nieco wiecej dzieci tych z dolnego konca skali Apgar tego nie przezyje.

To oczywiscie nie ma na celu przekonywanie ze znieczulenie nie jest/powinno byc czyms normalnym przy porodzie. Cierpienie nie ma sensu, chyba ze alternatywa jest ze sie juz nie obudzimy bo nam jakis lajza przedawkuje. Podpajeczynowkowe znieczulenie wymaga anestezjologa, tych brakuje, Skutki opisuje guzik.

Co do atmosfery "cierpienie uszlachetnia" nie potrafie sie wypowiedziec bo mieszkam poza PL i nie mam doswiadczen ad 2008. Czesc skarg wynika zapewne z niezrozumienia pacjentek (patrz morfina) , czesc ze zwyklych brakow/braku organizacji. Bardzo mozliwe ze niektorym poloznikom i poloznym odbija i zamiast stulic twarz wyzywaja sie na rodzacej robiac dodatkowo z porodowki jakis gabinet sado-maso. I takowych powinno sie niegrzecznie poprosic o zmiane zawodu.
-
2008/08/15 05:45:45
mtwapa, zabic to moze i pyralgina; jest wiele za i przeciw, jesli chodzi o znieczulenie zewnatrzoponowe, w cytowanym tekscie niektore byly wymieniane. mnie nie chodzi o dyskusje nad zaletami i wadami - ale o zwrocenie uwagi na praktyke lekarzy, ktorzy odbieraja swoim pacjentkom prawo do decydowania o przebiegu porodu, bo uwazaja, ze wiedza lepiej. bede upierac sie przy twierdzeniu, ze tak jak w przypadku wszystkich innych nieobojetnych dla zdrowia przedsiewziec, za jakie nalezy tez uznac znieczulenie stomatologiczne, to pacjent powinien miec glos decydujacy - lekarz ma wyjasniac, a nie podejmowac decyzje, ktora sprowadza sie do "musi bolec".

to jest dla mnie w ogole ciekawe mocno. dlaczego zasada "musi bolec" - bo natura, bo przeciwwskazania, bo chuje muje dzikie weze obowiazuje tylko w odniesieniu do porodu i ewentualnie bolu przy miesiaczce? dlaczego dlutowanie osemki bolec nie moze [mnie wcale do narkozy spieszno nie bylo], a porod musi? dlaczego wiekszosc ginekologow dziewczynom, ktore przychodza z problemem bolesnych miesiaczek odpowiada - musi bolec, to normalne, przejdzie, jak urodzisz, odpowiada wbrew elementarnej wiedzy medycznej?!

pozdrawiam serdecznie
-
2008/08/21 14:39:40
w szczecinie i okolicach kobiety "zagłosowały nogami" po prostu porody w niemczech, w schwedt, w klinice w której sporą część personelu stanowią polacy - oj przypadkiem byłam na zakupach i mnie skurcze chwyciły... ludzkie traktowanie, żadnych problemów ze znieczuleniem czy porodem w wodzie... i jak to w polsce bywa nfz zaczął ścigać te kobiety że naciągnęły podatników na wyższe koszty porodu, bo w polsce jest taniej...
jak zwykle szukanie winnych nie tam gdzie się powinno ich szukać
masakra...
-
iulius
2008/09/11 18:54:20
Gdyby wszystkie szpitale były prywatne, a państwo się do nich nie wtrącało, nie byłoby problemu.
-
2008/09/12 00:09:11
ooo, witamy teoretyka-marzyciela.
-
cynthia76
2008/09/14 17:32:19
Mówi się o polityce prorodzinnej, a przecież to takie proste. Gdyby nie bolało, więcej kobiet zdecydowałoby się na kolejne dzieci. Możliwe, że miałbym trzecie. Ale wystarczy wspomnienie pierwszego porodu, a od razu mi przechodzi. Drugie dziecko urodziłam, bo nie chciałam mieć jedynaka, na szczęście był lżejszy, tak jak mnie gin przekonywał. Ale trzecie, czwarte i być może kolejne już nie wchodzą w grę, bo za bólem wyjątkowo nie przepadam. Oby moje przyszłe synowe miały lepszy los.
-
2008/09/14 20:18:10
no ale przeciez nie chodzi o to, zeby kobiety sie na cos decydowaly; to panstwo chce zdecydowac, co zrobic, zeby kobiety mialy wiecej dzieci. nie chcialy, nie decydowaly, tylko - mialy. zeby zachodzily [patrz 'dostepnosc' antykoncepcji, w tym antykoncepcji postkoitalnej] i zeby musialy rodzic [patrz 'dostepnosc' aborcji]. i tyle.

licze, ze kiedys wyglosuje sie fahofcuf od polityki prorodzinnej z sejmu, a ginekologow-poloznikow posle na bezrobocie.

marzyc kazdy moze, nie?
-
2008/09/15 12:46:11
Sa na szczescie normalne miejsca na tym globie. Taka, na przyklad, bliska w koncu geograficznie Francja. Badania prenatalne bez problemu. Powiedzmy na poczatku od razu, ze kobieta w ciazy ma tu 3 razy wiecej badan niz ta w Polsce. Od piatego miesiaca przechodzi sie spod opieki swojego ginekologa pod opieke ginekogologa w szpitalu, w ktorym bedzie sie rodzic. Tam rozmawia sie regularnie z lekarzem i z polazna. Okolo miesiaca przed porodem rozmawia sie osobiscie z anestezjologiem, ktory informuje o rodzajach znieczulenia i pyta o przerozne dolegliwosci. Jako ze moja znajoma miala problemy z kregoslupem, zawolany zostal kolejny lekarz, ktory jej 'wymacal' i wybadal kregoslup centymetr po centrzymetrze, po czym oznajmil o mozliwosciach. Wszystko zostalo zanotowane w jej karcie. W szpitalu jest przygotowywana bardzo dobrze do porodu, rowniez psychicznie. A kiedy przytyla w jednym tygodniu 3 kilogramy, lekarz sie zaniepokoil. Cos mi mowi, ze w Polsce nawet by na to nie zerkneli. Od tego momentu co tydzien badano jej cukier przed jedzeniem jak i po. Co tydzien chodzila do szpitalnej dietetyczki, ktora ustalala i modyfikowala jej diete. Lekarz za kazdym razem powtarzal, ze jezeli ma pytania, to ma dzwonic albo przychodzic i pytac, Tak tez robila. I wiecie co? Lekarz zawsze mial dla niej czas. I zawsze wszystko wytlumaczyl. Krotko mowiac, opieka super. I tak powinno byc wszedzie!
-
Gość: ~~, *.adsl.alicedsl.de
2008/09/20 20:59:31
Przypomina się "The Meaning of Life"
- what do I do?
- nothing, dear, you are not qualified...
-
Gość: carmel, 212.244.47.*
2008/09/23 15:07:13
Co prawda rodzić nie rodziłam i istnieje duże prawdopodobieństwo że nie będę :P W każdym razie - może to taka "śmieszna" polityka aby kobiety zamiast rodzić nakłaniały mężów do adopcji :P Przepraszam za ponury żart, no ale... Co do metod polityki por- rodzinnej, u nas jej nie ma. Becikowe? Nieporozumienie, rodzi patologie... lepiej byłoby tą kasę na to znieczulenie z urzędu przeznaczyć [chyba że kobieta by znieczulenia NIE CHCIAŁA, lub gdyby istniały poważne - zdiagnozowane! - przyczyny, które takie znieczulenie dyskwalifikuje, no to wtedy dostałby pieniążki do ręki].
Poza tym ginekolog z NFZ, a ginekolog prywatnie... jedną w życiu miałam wizytę u tego z NFZtu, nie dość ze w kolejce czekałam 3 miesiące, to jeszcze badanie tak bolało że nie pojawiłam się w gabinecie jeszcze jakiś 6lat później [tzn. pierwsze badania po pierwszej miesiączce, koszmar i brak wyczucia...] :P Teraz chodzę prywatnie, termin taki jaki mi pasuje. Brak kolejki, miła pani doktor, z niczym nie ma problemu. No i takich ludzi powinno być więcej - odrobina empatii u lekarzy by się przydała... Nawet jeśli za tą "empatię" trzeba zapłacić.
-
2008/09/25 13:06:09
To jest potworne okrucienstwo. Jakim prawem mozna uznac, ze kobiecie niepotrzebne znieczulenie podczas meczarni?!
Gdyby faceci mieli rodzic, to morfina bylaby dodawana do wody!
-
2008/09/25 18:36:16
A,, i gdyby to faceci mieli rodzic, to aborcja bylaby sakramentem!